Sprzęt: przetworniki obrazu.

Swift L9 wyposażony został w dwie kamerki: tylną, o rozdzielczości 5 Mpx, uzbrojoną w obiektyw z autofokusem o jasności 2,8 i ogniskowej 4,6 mm, współpracującą z doświetlającą diodą LED, oraz przednią, stałoogniskową, o rozdzielczości 0,3 Mpx (VGA, 640×480), domyślnie przeznaczoną do prowadzenia wideorozmów (i ewentualnie do wygodnego tworzenia autoportretów).

Wiele konkurencyjnych telefonów oferuje przednie kamery o zdecydowanie lepszych parametrach, biorąc jednak pod uwagę ich podstawowe zastosowanie, nie uważam by rozdzielczość VGA w jakiś szczególny sposób ograniczała użytkownika, czy też powodowała dyskomfort. Dla osób przyzwyczajonych do korzystania z przedniego przetwornika, sam fakt jego obecności jest wystarczającą zaletą, bowiem spora grupa telefonów jest go całkowicie pozbawiona.

Niewiele dobrego mogę natomiast powiedzieć o głównej kamerze. Nie chodzi nawet o mało obecnie imponującą rozdzielczość ? 5 megapikseli, blednącą przy 8, 12, 13, czy 41 punktach obrazu (Nokia 808). Całkiem spory, mimo wszystko, potencjał pięciu milionów pikseli został utopiony w występujących często szumach, rozmytych detalach i niezbyt dokładnym odwzorowaniu barw. Bez względu na to czy przyczyną jest kiepska jakość samego przetwornika, czy niedopracowane sterowniki dokonujące syntezy otrzymanych z niego danych, jest to kolejny słaby punkt telefonu, nieprzynoszący zbytniej chwały koreańskiemu producentowi. Szerzej omówię niedoskonałości aparatu w dalszej części artykułu.

Sprzęt: bateria.

Newralgiczny dla każdego smartfona podzespół ma w wypadku Swifta L9 dość sporą pojemność 2150 mAh i jest ogniwem litowo-jonowym wyposażonym dodatkowo w innowacyjną anodę z tlenku krzemu, pozwalającą na zmniejszenie jego gabarytów i skrócenie procesu ładowania. Ponieważ przy użytkowaniu kilku wcześniejszych telefonów dała mi się we znaki powolna ale nieubłagana degradacja ogniw litowo-jonowych, mogę wyrazić zadowolenie z faktu, że koreańscy inżynierowie nie poddali się coraz popularniejszemu trendowi montowania baterii na stałe.

Osiągnięty czas ładowania wyłączonego telefonu przy wykorzystaniu ładowarki z zestawu to 2 godziny i 28 minut (średnia z trzech pomiarów). Natomiast ładowanie telefonu włączonego, ale z aktywnym trybem samolotowym i nieprzerwanie uśpionego okazało się… krótsze, i to o całe 16 minut (2 g 12 m). Rozwikłanie tego fenomenu okazuje się stosunkowo proste po obserwacji ładującego się telefonu w ciemności. Bez trudu można dostrzec, że ekran smartfona (wyłączonego) cały czas świeci! Pozornie jest to niewielka poświata, ale dokładniejsze oględziny ujawniają dość intensywne jarzenie się diod wokół ekranu (na stałym poziomie niezależnym od ustawień w systemie), które jest jedynie silnie maskowane przez czarną treść matrycy LCD. Nie podejrzewam tu błędu programistów. Raczej stawiałbym na wymuszenie trybu ładowania w cyklach obejmujących również krótkie okresy rozładowania, co zwykle znacznie poprawia żywotność wielu typów ogniw. Wydłużony czas wskazywałby jednak na pewną przesadę w symulowaniu aktywności telefonu.

Czasy ładowania za pośrednictwem portów USB mają nikłe walory porównawcze ze względu na spory rozrzut ich rzeczywistej wydajności prądowej (nominalnie USB 2.0 ? 500 mA, USB 3.0 ? 900 mA). Dla porządku podam jednak wyniki pojedynczych pomiarów dla jednego z portów USB 2.0 umiejscowionych na płycie głównej mojego PC-ta: telefon wyłączony ? 9 g 23 m, telefon włączony ? 3 g 47 m. Pierwszy rezultat pokazuje w jakim stopniu przeholowano w doborze wartości prądu przepływającego przez diody rozmieszczone wokół ekranu. O ile ładowarka znośnie radzi sobie z dodatkowym balastem, o tyle w wypadku portu USB większość pary idzie w gwizdek.

Wszystkie testowe cykle ładowania prowadzone były od stanu 4% do 100%.

Każda osoba używa smartfona – urządzenia niezwykle wszechstronnego – w specyficzny i niepowtarzalny sposób, stąd też czasy ?przebiegów? między ładowaniami mogą się znacznie różnić między sobą. Mój profil użytkowania obejmujący raczej rzadkie i krótkie rozmowy, jeszcze rzadsze SMS-y, sporadyczne uruchamianie prostych gier, w miarę intensywne korzystanie z internetu oraz nawyk wyłączania urządzenia w nocy nie wydaje się szczególnie zabójczy dla baterii, mimo to tylko czasami i to z trudem udaje mi utrzymać mojego P760 przy życiu przez dwa dni. Spotkałem się z deklaracjami ujechania pięciu, czy sześciu dni na jednym ?tankowaniu?, co jest absolutnie możliwe przy ograniczeniu się do podstawowej funkcjonalności ? telefonowania. Z kolei ?zarżnięcie? baterii w kilka godzin również nie jest jakimś szczególnie trudnym wyzwaniem. Jedno nie ulega wątpliwości ? królem w wysysaniu soków z baterii jest w LG L9 wyświetlacz.

Pokusiłem się o sprawdzenie jaki wpływ na żywotność ogniwa może mieć zmiana stopnia podświetlenia ekranu. Punktem wyjścia było nieskrępowane, zgodne z nawykami użytkowanie telefonu przy połowicznej jasności wyświetlacza, doprowadzenie baterii do stanu 9% naładowania, a następnie zarejestrowanie udostępnianych przez system informacji o wykorzystaniu akumulatora przez poszczególne elementy. Następnie starałem się dwukrotnie powtórzyć całą procedurę przy podświetleniu kolejno: 10 i 90%, nadal traktując telefon w miarę możliwości swobodnie, ale tak by ostatecznie wylądować z maksymalnie zbliżonym do pierwowzoru łącznym czasem włączenia ekranu. Ścisłość wymaga oczywiście aby ten czas ujawnić: 2 godziny, 39 minut i 6 sekund. Dla większej przejrzystości posklejałem zrzuty ekranowe z pierwszego pomiaru, aby zobrazować dokładniej wkład systemu i aplikacji w uśmiercanie baterii, wyniki pozostałych pomiarów ograniczam jedynie do fragmentów ujawniających żarłoczność wyświetlacza oraz do wykresów pokazujących przebieg i czas rozładowania, jako że udziały pozostałych elementów były bardzo zbliżone do pierwotnego ? jedynie proporcjonalnie zwiększone lub zmniejszone.

A oto rezultaty:


Różnice są dość spore, ale też nie dramatycznie wielkie, co trochę stawia pod znakiem zapytania sens używania telefonu z radykalnie przyciemnionym wyświetlaczem. Po odbyciu etapu testu z jasnością 10% mogę zapewnić, że z komfortem ma to niewiele wspólnego.

Konkluzja jest następująca: czas pracy na jednym ładowaniu wygląda całkiem nieźle na tle wielu innych urządzeń, choć nie jest tak dobry jak należałoby się spodziewać po baterii o pojemności 2150 mAh.