Leo DG280 to smartfon, który już na pierwszy rzut oka wyróżnia się z tłumu tanich Androidów. Obudowa DG280 robi dobre wrażenie, widać tu rękę dobrego projektanta. Bryła telefonu ma wymiary 133,5 x 68,3 x 8,8mm i waży trochę ponad 109 gramów.

Wykonano ją z dobrych jakościowo materiałów, a do tego odpornych na trudy codziennego użytkowania. Wszystko spasowane jest dobrze, nic nie trzeszczy i nie ugina się. W odróżnieniu od podobnych telefonów zastosowano tu panel tylni w całości wykonany z gumy, z dodatkami włókna węglowego i silikonu, który zachodzi na ekran, dzięki czemu smartfon jest odporny na upadki z wysokości do 1,5 metra. Dla porównania, standardowo, telefony są w stanie wytrzymać upadek z wysokości 50-80 cm.

Na przednim panelu smartfonu dominuje 4,5-calowy wyświetlacz IPS prezentujący obraz w rozdzielczości FWVGA (854 x 480 pikseli). Taka konfiguracja gwarantuje zagęszczenie pikseli na poziomie 215 ppi, co jak na dzisiejsze standardy jest wartością niską. Ramka dookoła niego ma dość spore rozmiary, ekran zajmuje ok. 59,28% – przedniego panelu, co wpływa na zwiększenie wymiarów samego urządzenia. Niestety lustrzany panel, szybko zbiera odciski palców, co psuje elegancję całej konstrukcji. Poza tym ekran nie ma żadnej powłoki ochronnej, więc obawiam się, że dość szybko mogą pojawić się na nim rysy.

Odzworowanie kolorów jest dobre, choć widziałem znacznie lepsze ekrany IPS. Kąty widzenia są przyzwoite, a ostrość czcionek stoi również na akceptowalnym poziomie. Z powodzeniem można na nim oglądać nawet materiały o wysokiej rozdzielczości.

Dotykowy ekran reagował tak jak, powinien, choć czasem z drobnym opóźnieniem. Powodem tego, jest najprawdopodobniej kiepska optymalizacja systemu i da się ten mankament wyeliminować, przy okazji poprawek systemowych. Piętą achillesową wyświetlacza są tylko 2 kompatybilne punkty dotyku (Multi-touch) – moim zdaniem zmarnowano potencjał płynący z dużej przekątnej ekranu.

Jasność jest na poziomie pozwalającym na korzystanie z telefonu w słoneczne dni. Doogee Leo DG280 oferuje wsparcie dla funkcji Smart Wake, czyli gestów na wygaszonym ekranie. Wystarczy napisać zdefiniowany wcześniej znak, aby włączyć wybrana aplikację. I tak dla przykładu „C” uruchomi aparat.

Nad ekranem widzimy siatkę głośnika do rozmów, po jego prawej stronie umieszczono kamerkę do wideorozmów – także 3G o rozdzielczości 1,3MP. Jakość rozmów przeprowadzanych przez Leo DG280 jest zadowalająca. Wydobywający się z niego dźwięk jest czysty, ale po pogłośnieniu do wartości max może pojawić się tzw. pogłos. Telefon sprawdza się też w miarę komfortowo w trybie głośnomówiącym. Po przeciwległej stronie plasują się czujnik światła i czujnik zbliżeniowy. Zabrakło tylko diody powiadomień i podświetlenia przycisków pod ekranem, ale nie wszystkim to przeszkadza.

Przyciski regulacji głośności znajdują się na prawej krawędzi telefonu, a po przeciwnej stronie jest przycisk do włączania telefonu.

Na górnej ramce znalazło się miejsce na gniazdo słuchawkowe 3,5mm.

Uniwersalny złącze microUSB znajdziemy na dolnej krawędzi obudowy.

Tylna klapka jest bardzo solidna i ma ciekawą fakturę. Ponadto gumowa powierzchnia sprawia, że smartfon pewnie leży w dłoni, a prawdopodobieństwo upuszczenia go jest ograniczone do minimum. Plecki dostępne łącznie z pięciu kolorach (czarnym, niebieskim zielonym, żółtym oraz magenta) i można je dowolnie zmieniać.

W górnej jej części producent umieścił w lekko wystającym, a więc narażonym na porysowania pierścieniu, oczko aparatu o rozdzielczości 5 MPix, z diodą doświetlającą LED.

Na dole klapki znajduje się siatka głośnika multimedialnego. Dźwięk, który wydobywał się z niego był donośny, choć nie można oczekiwać cudów na tym poziomie cenowym. Słyszalne zwłaszcza było jego metaliczne zabarwienie i dało się odczuć brak tonów niskich. Po podłączeniu dobrych słuchawek, Leo DG280 może z powodzeniem służyć za przenośny odtwarzacz muzyczny. Do dyspozycji mamy również radio FM.

Po zdjęciu klapki, nachodzi ona na ekran i nie ma tutaj standardowego wycięcia, oczom naszym ukaże się slot na karty pamięci microSD i dwa gniazda na karty SIM – jedna to klasyczny rozmiar, a druga micro. Aby zdjąć tylną obudowę, najlepiej delikatnie, od strony ekranu nacisnąć gumowy bok, odsłaniając w ten sposób wnętrze telefonu. Dwa sloty na karty SIM działają w trybie Dual-SIM Standby – obie karty są w stanie czuwania. Kiedy rozmawiamy, używając jednej z nich, druga – w zależności od ustawień – np. przekierowuje dzwoniącego na pocztę głosową. Jeżeli chcemy korzystać z danych pakietowych warto zadbać o kartę microSIM.

Nawet mi się podoba. Czy jest konkurencja w tej cenie?
Chyba się skuszę dla córki, podoba się jej. Ciekawa jest ta tylna obudowa w komórkach i gumie
Ja właśnie ten telefon kupiłem swojej córce dodatkowo dostała drugą tylna obudowę w kolorze magenta. Córka jest zachwycona LEO, naprawdę się wyróżnia wśród konkurencji w tej cenie. Dodatkowo nie potrzebne etui gdyż tylna gumowa obudowa super się sprawdza.
Zaciekawiła mnie ta gumowa obudowa. Spełnia swoje zadanie? Żona mnie namawia do kupna tego smartfona, bo jak mówi często smartfon lubi wypadach jej z ręki, ale nie chce pancernych
Ja też się zastanawiam nad tym telefonem. Widziałem gdzieś na youtube film jak upuszczali telefon z wysokości około 1,5 metra i nic mu się nie stało. Dodatkowo gumowa obudowa oraz ramka dookoła ekranu powinna dodatkowo zabezpieczyć ekran
Czy ktoś przeczytał tą recenzję po jej napisaniu ale przed opublikowaniem? Rozumiem, że można zrobić podczas pisania, bo myśli wtedy galopują ale jednak warto by było poświęcić trochę czasu na korektę. Radosna i przypadkowa interpunkcja, błędy gramatyczne, pozjadane słowa, błędy w pisowni, kilka zdań przeczy innym zdaniom, itd, itp. Ten test to zmora polonisty, powinni tym straszyć studentów. I wcale bym nie biła piany, gdyby podpisał się pod tym jakiś młodzieniec, naturszczyk, no ale wytrawny redaktor i tester jakim jest Kan? Ech! I co gorsza to nie jest pierwsza recenzja w tym stylu.