Wyjeżdżając na urlop, albo jak było w moim przypadku na zaproszenie Polsat Viasat Explore, na pewno będziemy chcieli uwiecznić miło spędzone chwile na zdjęciach, czy filmach z podróży. A przy okazji mieć się, czym pochwalić znajomym po powrocie do domu. Testowany Hammer AXE M LTE wyposażony został w dwa aparaty z optyką Sony. Tylny o matrycy 13 megapikseli, z autofocusem i możliwością nagrywania filmów wideo w jakości Full HD 1080p oraz przedni, z matrycą 2 MP, z możliwością interpolacji zdjęć aż do 8Mpx.

Fotoamator znajdzie w nim standardowe dla Androida opcje konfiguracji oraz tryby fotografowania. Zdjęcia prezentują naprawdę przyzwoity, jak na „survivalowy” smartfon poziom. W świetle dziennym są szczegółowe, ale trochę brakuje im ostrości – co oznacza nie więcej niż tyle, że nie warto dźwigać w góry dodatkową cyfrówkę, skoro mamy do dyspozycji AXE M LTE. Przy gorszych warunkach oświetleniowych, już nie ma tak dobrze zdjęcia wychodzą nieostre i zaszumione, ale to standard nawet w droższych smartfonach. Niestety i na to musimy być przygotowani, aparat ma czasem problemy ze złapaniem ostrości i na zdjęciu widoczne są szumy. Ogólnie jednak możemy być pewni, że przy odrobinie cierpliwości i odpowiednim dobraniu parametrów fotograficznych będzie się, czym pochwalić po powrocie do domu z urlopu. Ja, jak widać na zdjęciach mam:







Aparat oprócz wykonywania dobrej fotografii, umożliwia również rejestrowanie materiałów wideo, w jakości Full HD (1080p) przy 30 klatkach na sekundę. Filmy utrzymują się na zadowalającym poziomie i z pewnością staną się pamiątką na długie lata.
Producent umieścił w Hammer AXE M LTE akumulator o pojemności 3700mAh, który według producenta wystarczyć ma na dwa dni użytkowania w trybie mieszanym. Urządzenie powinno zaskakiwać, więc dobrym jak na smartfon czasem pracy na jednym ładowaniu.

W praktyce okazuje się, że w miejscach o słabym zasięgu, telefon traci dużo energii na poszukiwanie sieci, a to oznacza, że jak na survivalowy telefon, kreski poziomu naładowania znikają zbyt błyskawicznie. Jeśli używamy telefonu na wyjeździe radzę zaopatrzyć się w Power bank. Smartfon, przy standardowym użytkowaniu potrzebuje codziennego ładowania. Dlatego dodatkowy zastrzyk energii przyda się w przypadku braku dostępu do sieci elektrycznej. W stanie czuwania, przez noc traci 8-10 % pojemności. Czas pracy akumulatora nie odbiega, więc od standardu, dla „zwykłych” smartfonów.
W naszym teście obciążeniowym PCMark sprzęt wyłączył się po 4 godzinach i 18 minutach. Co jest średnim wynikiem, w tej grupie smartfonów.
No cóż po prostu świetny smartfon
Żeby był jeszcze o połowę lżejszy to byłby ok. 330 gram to sporo. Wolał był coś 4 cale i znacznie lżejsze. Fajnie że chińszczyzna markowana w Polsce coraz rzadziej ma 512 mb ram.
Nawet nie myślałam, że to tak fajny smartfon. Spinam się po skałach i wiele sprzętu już straciłam. Zaciekawił mnie ten model.
Gdyby jeszcze bateria była lepsza, to po prostu miód malina
Idealny na codzienne użytkowanie. Mam go i sprawdza się zawsze
Jeszcze pierwsza wersja mi śmiga. A Zadzwon czyła już wiele podczas moich rajdów rowerowych. Zwykły smartfon już dawno by poszedł na śmietnik. Co pancerniak to jednak pancerniak
Możecie wierzyć lub nie, ale jego poprzed ik wpadł mi do r,eki podczas spływu kajakowego. Szukałem go prawie 3 godziny. I nadal działa.
Jeden z ciekawszych pancerniaków w popularnej u nas półce cenowej. Inny to Homtom HT20 Pro. Na dziś nie widzę faworyta do bycia numerem jeden. Sam zastanawiam się nad wyborem. Który radzicie wybrać
Ładniejszy jest HT20, ale odporniejszy i lepsze zdjęcia wydaje się być Axe
Mam go od miesiąca. Pływam kajakiem górskum i woda ciągle zalewa mi bagaże Axe jest niezawodny.
Weekend w górach. Delikatny smartfon już byłby historią. A Axe nawet bez zarysowania. Nie żałuję żadnej żłotówki na niego wydanej
Po prostu nie ma na dziś konkurenta w tej cenie wśród pancernych smartfonów.
A po co mu szkło hartowane jak taki pancernik. Jest promocja w której do niego go otrzymujemy
Szukałem pancernego smartfona. Oczywiście cena grała rolę. Wybór padł na AXE i powiem Wam nie żałuję, przynajmniej na razie, po surwaliwowym wypadzie telefon jest jak nowy. Nie wiem co będzie za parę miesięcy, ale już sprawdził się gdzie miał. A powiem Wam że na co dzień używam iPhone, który do biura i łapania lasek nadaje się super, ale poza tym po prostu trzeba na niego chuchać i dmuchać aby nam służył
Aha, w moim środowisku jednak warto pochwalić się iPhone. myPhone to jednak obciach 😉
Sprawdza się pod żaglami na Mazurach
Dziś żałuję że nie miałam takiego smartfona. Mój iPhone leży teraz na dnie stawu i raczej nie mam nadzieji że coś z niego da się skorzystać gdy nawet jutro go znajdą. Zawsze byłam krytyczna dla tego typu wynalazków do dziś.