Wakacje w pełni, a jak wakacje to i czas częstszych podróżny na rowerze. W dzisiejszych czasach trudno sobie wyobrazić podróże bez nawigacji :). Przynajmniej dla mnie GPS jest podstawowym wyposażeniem w czasie każdej wycieczki. Dzięki uprzejmości firmy Garmin podczas tegorocznej wycieczki po naszych pięknych polskich Mazurach mogłam przetestować jedną z najchętniej kupowanych nawigacji rowerowych firmy Garmin – EDGE 800. Zapraszam do krótkiej relacji z wyprawy i testu sprzętu.


Co znajdowało się w pudełku?

  • Nawigacja Edge 800 z mapami CN Europę NT 2011.31 oraz INTL Standard Basemap.
  • Uchwyt na rower oraz zestaw gumek do montowania uchwytu
  • Czujnik tętna
  • Czujnik prędkości/rytmu
  • Ładowarka sieciowa z końcową na polskie i amerykańskie gniazdka
  • Kabel USB
  • Krótka instrukcja (nasza wersja nie zawierała polskiej instrukcji)

W sklepach można również znaleźć uboższą wersję bez czujnika tętna i prędkości / rytmu.

Wykonanie

Edge 800 to bardzo podręczny sprzęt. Wręcz przypomina mały telefon komórkowy. Waży zaledwie100 gram. Obudowa wykonana jest z plastiku.



Może nie jest najpiękniejsza, ale liczy się funkcjonalność i moim zdaniem ta obudowa taką jest – przede wszystkim jest odporna na zadrapania i wodoodporna, a to ważne przy bardziej ekstremalnych wycieczkach.

Na obudowie znajdziemy ekran dotykowy, 3 przyciski oraz 2 gniazda:

  • mini usb do podłączenia ładowarki lub kabla do komputera
  • micro na kartę pamięci.

Montujemy na rower i ruszamy w drogę.



Montaż jest dziecinnie prosty – zero śrubek, tylko uchwyty przyczepiane na 2 gumki. W pierwszym momencie zastanawiałam się czy takie montowanie wytrzyma, ale po pierwszych kilometrach sprzęt nadal trzymał się kierownicy. Mam tylko wątpliwości czy takie montowanie wytrzyma ekstremalne wycieczki, ale tego nie byłam wstanie sprawdzić, gdyż należę do tych bardziej turystycznych rowerzystów :).