Jesteś tutaj:-, Gadżety, Inne, Nokia, Tablety, Testy i opinie-Recenzja Nokia J

Recenzja Nokia J

Nokia-J: pudełko
Nokia J: pudełko

W opinii organizacji, których celem jest promowanie bezpiecznych zachowań, rozmowa telefoniczna prowadzi do rozpraszania uwagi kierowcy, a tym samym zwiększa ryzyko kolizji. Może też okazać się bardzo kosztowna. Przedstawiciele branży telekomunikacyjnej uważają natomiast, że karalne powinno być wyłącznie nieodpowiedzialne zachowanie za kierownicą. Telefon komórkowy w aucie, stosowany z umiarem, może być użyteczny choćby w sytuacjach awaryjnych. Kłopotów z policją można jednak łatwo uniknąć. Używanie telefonu komórkowego podczas jazdy jest legalne pod warunkiem, że kierowca ma wolne ręce. Prawdę tę powielają w swoich kampaniach reklamowych producenci różnorodnych akcesoriów Bluetooth do samochodu. Kiedyś słuchawki Bluetooth kosztowały majątek. Dzisiaj taki gadżet można kupić za kilkadziesiąt złotych.


Do polskich sklepów trafiła właśnie słuchawka Nokia J. To małe, stylowe urządzenie otrzymało już trzy nagrody za design – z Red Dot na czele. Moim zdaniem osoby, które dużo podróżują samochodem docenią ją jednak nie tylko za wzornictwo, ale także komfort obsługi – nie musimy jej ciągle nosić w uchu. Nokia J znajduje się w specjalnym uchwycie i posiada funkcję Always Ready – gdy dzwoni telefon wystarczy włożyć słuchawkę do ucha i zacząć rozmowę, po zakończeniu odkłada się słuchawkę do uchwytu. A do tego jest bardzo dobrze wykonana i wygląda wyjątkowo elegancko.

Nokia-J
Nokia J

Słuchawka w kształcie litery J ma niewielkie rozmiary (47,4 mm długości, 12,5 mm szerokości i 6,4 mm wysokości) i jest bardzo lekka (8g), co dodatkowo podnosi komfort użytkowania. Dzięki właściwie dobranemu kształtowi, doskonale pasuje do kanału usznego.

Autor |2011-10-01T07:42:18+02:001 października 2011 07:42|Kategorie: Artykuły, Gadżety, Inne, Nokia, Tablety, Testy i opinie|Tagi: , , , |8 komentarzy

8 komentarzy

  1. mumin79 1 października 2011 w 07:05 - Odpowiedz

    Po zapoznaniu się z recenzją produkt godny uwagi ze względu na małe rozmiary i czas pracy urządzenia ale ta cena mogła by być ciut niższa.

  2. LesH 1 października 2011 w 07:40 - Odpowiedz

    Teraz rozumiem, dlaczego Nokia straciła koszulkę światowego lidera telefonów komórkowych. Rozmienili się na drobne i zaczeli robić miniaturowe wylewki do baterii. Ta – jak widać na fotkach – jest elegancka i nowoczesna. Czekam na pojawienie się słuchawki prysznicowej od Nokii 🙂

  3. Blom 1 października 2011 w 08:39 - Odpowiedz

    A mi ta słuchawka przypomina śrubokręt.

    • ferdar 1 października 2011 w 09:28 - Odpowiedz

      Bardziej jakiś inhalator 😉

  4. tej 1 października 2011 w 16:44 - Odpowiedz

    Coś dla mnie która nie lubi mieć słuchawki cały czas w uchu

  5. lena 2 października 2011 w 15:16 - Odpowiedz

    Swietna słuchwka

  6. szlovak 4 stycznia 2013 w 12:08 - Odpowiedz

    A ja się zastanawiam czy ja do kosza nie wywalić/sprzedać. Otóż ma ona problemy z łącznością, tzn. jedna komórka to Samsung … 2121B, druga to galaxy S. Otóż jeszcze nie wiem co jest problemem ale czasem potrafi po wyjęciu z uchwytu albo nie wykryć żadnej komórki albo tego 2121B tylko, albo kiedy galaxy s byl na BT samochodowym to nie wykrywal 2121b. Czasem nawet jedno wylaczenie nie pomagalo. Pozostaj mi prawdopodobnie zmienic tego samsunga 2121B, ale jaki w tym sens

  7. epics 4 stycznia 2013 w 12:15 - Odpowiedz

    Na pieska
    Dział Zagraniczny
    wczoraj, 16:36

    Sylwester na Kubie był gorący. Dosłownie i w przenośni, bo chociaż temperatura nie spadła poniżej 20 stopni Celsjusza, to niektórzy wyspiarze pocili się przede wszystkim na myśl, że władze odkryją ich zebranie. I nie chodzi wcale o politycznych dysydentów, tylko o szukającą rozrywki młodzież.

    Na początku grudnia dyktatura braci Castro postanowiła się rozprawić z reggaetonem. W czym wspierają ją nawet ci lokalni muzycy, którzy sami są przez rząd cenzurowani.

    Chupi ChupiTen pan już pracy na Kubie nie znajdzie (Fot. Osmani Garcia/Chupi Chupi)

    “To agresywne, obsceniczne teksty, które deformują wrodzoną zmysłowość kubańskich kobiet, oraz groteskowo i seksualnie je uprzedmiotawiają. W dodatku są okraszone najgorszej jakości muzyką” oburzał się w dzienniku “Granma” Orlando Vistel Columbié, szef Kubańskiego Instytutu Muzycznego. Urzędnik dodał, że już niedługo wejdzie w życie prawo, które określi jakie gatunki wolno będzie puszczać w miejscach publicznych. Tymczasem władze już zmuszają stacje telewizyjne i radiowe, żeby usunęły ze swoich ramówek reggaeton, a muzykom, którzy odważą się wykonywać utrzymane w tej stylistyce piosenki grozi zakaz pracy w zawodzie.

    To nie pierwszy raz, kiedy Vistel Columbié bierze się za bary z portorykańskimi rytmami. W 2011 r. publicznie napiętnował rodzimego wykonawcę reggaetonu Osmaniego Garcíę i wespół z ówczesnym ministrem kultury Abelem Prieto, zdołał wyrzucić z prestiżowego konkursu kubańskich teledysków jego przebój “Chupi Chupi”, kolorową gloryfikację seksu oralnego:

    Reggaeton od samego początku zmaga się z silną krytyką, z reguły dotyczącą obsceniczności tekstów. Już w 1995 r. portorykańska policja – posiłkując się przepisami o ochronie moralności publicznej – rekwirowała ulicznym handlarzom kasety z przebojami utrzymanymi w tej stylistyce. W następnej dekadzie nad ewentualnym zdelegalizowaniem gatunku obradował miejscowy parlament. W 2006 r. Tego Calderon i Daddy Yankee, czołowi gwiazdorzy reggaetonu, dostali zakaz publicznych występów na Dominikanie, a ich piosenki przymusowo usuwano z lokalnych list przebojów. Niecałe dwa lata temu, w Kolumbii próbowano zakazać dystrybucji płyt z portorykańskimi hitami, argumentując że zawierają podprogowy przekaz nakłaniający do zażywania narkotyków.

    W Hawanie urzędnicy też oburzają się na frywolne teksty, ale prawdziwą kością w gardle staje im przede wszystkim charakterystyczny taniec.

    Perrear to hiszpański neologizm, który dosłownie oznacza “robić to na pieska”, ale powszechnie jest używany na określanie tego, co w wielu karaibskich dyskotekach dzieje się na parkiecie, kiedy z głośników dudni reggaeton. Kobiety intensywnie ocierają pośladki o krocza swoich partnerów, pary otwarcie symulują stosunek, a taniec jest często nazywany “seksem w ubraniu”. Chociaż perreo szybko rozprzestrzeniło się po całym regionie – na Jamajce oraz pozostałych anglojęzycznych wyspach niezależnie wykształcił się jeszcze bardziej dosadny daggering – i można by uznać, że to wyraz liberalnego na Karaibach podejścia do seksualności, to na Kubie styl pojawił się w co najmniej kontrowersyjnych okolicznościach. Po upadku Związku Radzieckiego, ojczyzna braci Castro stanęła na krawędzi bankructwa. Większość lat 90. upłynęła na wyspie pod znakiem braków w zaopatrzeniu i powszechnego głodu. Prostytucja osiągnęła poziom niewidziany od czasów byłego dyktatora Fulgencio Batisty, a importowane perreo stało się prawdziwą dźwignią w handlu ciałem. Zmarła w czerwcu zeszłego roku Jan Fairley – brytyjska muzykolożka i promotorka latynoskich stylów muzycznych – dowodzi w wydanej przez Uniwersytet Duke’a monografii “Reggaeton”, że Kubanki zaczęły w ten sposób uwodzić ściągających coraz liczniej do Hawany zagranicznych turystów, chętnie obsypujących dolarami bezpruderyjne Latynoski.

    Władze potępiają więc reggaeton. I, co ciekawe, zgadzają się w tym z nimi muzycy, którym z braćmi Castro też nie po drodze:

    “Reggaeton to negatywna muzyka, która odwraca uwagę kubańskiego społeczeństwa od problemów, które wciąż je nękają” powiedział El B, jeden z założycieli grupy. Zespół krytykuje portorykański gatunek w wywiadach i licznych utworach, między innymi w głośnym “Pesima conducta”. Nic dziwnego: Los Aldeanos to jeden z czołowych hip hopowych składów na wyspie, a miejscowy rap wciąż mocno odbiega od tego, co prezentuje np. pochodzący stąd, ale wychowany w Stanach Pitbull.

    W latach 90. na falach łapanych z Miami radiostacji zaczął się pojawiać hip hop, który szybko zdobył popularność wśród młodzieży w Hawanie. W repertuarze regularnie pojawiały się utwory społecznie zorientowanych zespołów z kręgu Native Tongues i okolic, pierwsi słuchacze na Kubie zaczęli więc traktować gatunek bardziej jako medium do komentowania otaczającej ich rzeczywistości, niż czystą rozrywkę. Wkrótce wyspę zaczęli odwiedzać amerykańscy muzycy, którzy miejscowych jeszcze w tej wizji utwierdzili, między innymi Mos Def i Talib Kwali, Common, czy Dead Prez. Chociaż od tamtej pory na Kubie zdążyły się pojawić hip hopowe ekipy zorientowane wyłącznie na rozrywkę, to trzon ruchu wciąż stanowią zespoły zajmujące się kwestiami społecznymi. Los Federales, Explosión Suprema, czy Reyes de la Calle rymują o rasizmie, który wciąż jest na wyspie silny, choć oficjalnie nie istnieje, LHA krytykuje machismo, a dziewczyny z Las Crudas domagają się równych praw dla homoseksualistów. Gdy tylko w tekstach pojawiają się kwestie polityczne, władza szybko sięga po represje – raperzy z Anónimo Consejo po wykonaniu na koncercie utworu o policyjnej przemocy trafili natychmiast do aresztu.

    Ostatecznie jednak, wysiłki Ministerstwa Kultury i Kubańskiego Instytutu Muzycznego mogą spełznąć na niczym. W latach 60. Che Guevara osobiście nakazał rozbijać “burżuazyjne” jazzowe imprezy. Pięć dekad później, Orlando Vistel Columbié w tym samym tekście, gdzie zapowiada sankcje wobec reggaetonu, dodaje: “Mamy wielu muzyków jazzowych, którzy cieszą się międzynarodowym uznaniem”. Najlepszą strategią dla muzyków na Karaibach jest najwyraźniej przeczekać.

    No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

https://linebet-bangladesh.com/en/mobile