Zdjęcie: Dennis Brendel / Unsplash

Tim Cook potwierdził w wywiadzie dla The Wall Street Journal, że Apple przygotowuje się do podwyżek cen swoich urządzeń. Szef koncernu nie sprecyzował, które produkty będą droższe i kiedy to nastąpi, jednak określił ten krok jako nieunikniony.

 

Powody podwyżek

Cook zaznaczył, że firma przez długi czas starała się łagodzić wzrost kosztów i nie przerzucała podorożenia komponentów na użytkowników. Jednak obecna sytuacja na rynku podzespołów stała się „zbyt napięta” i nie widać perspektyw na szybkie jej rozwiązanie.

Głównym problemem dla Apple jest deficyt modułów DRAM i NAND, które wykorzystywane są w smartfonach, tabletach, laptopach i innej elektronice konsumenckiej.

 

Prognozy analityków

Choć Apple jeszcze nie ujawniła konkretne urządzenia, które się podrożeją i w jakiej skali, to analitycy szacują, że jeśli koncern chce utrzymać obecną marżę zysku (47%), następna generacja iPhone’a musi podrożeć o co najmniej 270 dolarów. Oznaczałoby to, że iPhone 18 Pro zamiast 1100 dolarów kosztowałby 1370 dolarów.

Biorąc pod uwagę zwyczaj Apple do zaokrąglania cen, mogą one wyniesie 1300 lub 1400 dolarów. W pierwszym scenariuszu marża byłaby nieco niższa — około 44%.

 

Konkurencja na rynku pamięci

Eksperci zwracają uwagę, że mimo iż Apple pozostaje jednym z największych na świecie odbiorców modułów pamięci i tradycyjnie osiągała korzystne ceny dzięki wielkości zamówień, obecnie zmaga się z konkurencją operatorów data-centerów. Ci ostatni mogą oferować wyższe stawki i kupować komponenty w jeszcze większych partiach.

Cook podkreślił, że Apple nie zamierza uruchamiać własnego produkcji modułów pamięci, ale jest gotowa wykorzystać swoje zasoby finansowe, aby wspomóc wzrost podaży na rynku. Szczegóły, w jaki sposób będzie to realizowane, nie zostały ujawnione.