Już wystartowała promocja „Prezentobranie w T-Mobile na kartę”. Dzięki
niej wszyscy klienci T-Mobile na kartę, którzy doładują konto otrzymają
gwarantowany prezent. W tej promocji prezenty nie kończą się i po
każdym następnym doładowaniu klienci otrzymują kolejne prezenty.
W nowej promocji T-Mobile na kartę po każdym, nawet
najmniejszym doładowaniu otrzymuje się prezent. Wśród przygotowanych
dla klientów niespodzianek są gwarantowane bezpłatne pakiety minut,
SMS-ów, MMS-ów oraz MB. Ponadto będzie można otrzymać e-vouchery
uprawniające do zniżek w salonach i sklepach T-Mobile.
Każdy użytkownik po doładowaniu otrzyma bezpłatnego
SMS-a z unikalnym kodem promocyjnym uprawniającym do odebrania
prezentu. Aby go otrzymać, wystarczy, że poda na stronie www.t-mobile.pl/nagrody swój
numer telefonu oraz kod
promocyjny. Lista dostępnych dla użytkownika T-Mobile na kartę
prezentów będzie zależała od jego stażu w sieci oraz od kwoty
doładowania. Im wyższe ono będzie tym lepszą nagrodę otrzyma użytkownik.
źródło: T-Mobile
Kan
Całkiem ciekawy pomysł na promocję doładowań 🙂
ciekawe czy to w ogóle prawda…
a dlaczego nie miałaby być to prawda skoro to oficjalny komunikat od operatora :p tylko jeszcze regulaminy by się przydały, ale na wstępie nie wygląda to źle.
Ot taki miły bonusik od operatora dla aktywnych przed świętami, bonusy duże nie są ale każde doładowanie nawet od 5 zł jest promocyjne więc każdy skorzysta.
Wydatki na ochronę zdrowia – Polska w europejskim ogonie
Posted by Trystero in Gospodarka
W połowie listopada ukazał się stworzony przez OECD i Komisję Europejską raport „Health at a Glance: Europe – 2012„. Dokument zawiera dużo informacji dotyczących stanu zdrowia mieszkańców Europy i europejskich systemów ochrony zdrowia. Zainspirowany danymi z raportu napisałem już tekst W sektorze ochrony zdrowia są olbrzymie „rezerwy” efektywności?, w którym przekonuje, że sektor ochrony zdrowia może stać się w najbliższej przyszłości obszarem znacznego wzrostu produktywności.
Raport zawiera także dane na temat wydatków na systemy ochrony zdrowia, które mogą sugerować, że Polacy wydają na ochronę zdrowia mniej niż im się to wydaje.
Zwróćcie uwagę na pierwszy wykres, który pokazuje wydatki na ochronę zdrowia per capita z uwzględnieniem siły nabywczej zarówno w sektorze publicznym jak i prywatnym. Zestawienie uwzględnia zarówno bieżące wydatki na ochronę zdrowia jak i inwestycję w infrastrukturę sektora ochrony zdrowia:
Za Health at a Glance: Europe – 2012
Wydatki na ochronę zdrowia wynosiły w Polsce 1068 euro (PPP) w 2010 roku. To cztery razy mniej niż w Norwegii i Szwajcarii, 3 razy mniej niż w Niemczech, dwa razy mniej niż we Włoszech, o 35% mniej niż na Słowacji. Mniej od Polski wydaję się na ochronę zdrowia w państwach bałtyckich, Rumunii i Bułgarii.
Wydatki na ochronę zdrowia można także pokazać jak odsetek PKB. Wskaźnik ten wynosi dla Polski 7%. Tylko w państwach bałtyckich i w Rumunii wskaźnik ten jest niższy. W Holandii, Francji i Niemczech wynosi odpowiednio 12%, 11,6% i 11,6%. Przy średniej dla UE na poziomie 9%.
Tak więc na ochronę zdrowia Polska wydaje mniej (per capita i relatywnie do PKB) nie tylko w porównaniu z państwami Zachodniej Europy ale także w porównaniu z sąsiadami w Europie Środkowej, a więc państwami o podobnym poziomie zamożności co Polska.
Nie ulega wątpliwości, że charakter wydatków na ochronę zdrowia sprawia, że rosną one, zarówno per capita jak i relatywnie do PKB, wraz ze wzrostem zamożności społeczeństw. Nie można więc oczekiwać, że Polska będzie wydawać już na tym poziomie rozwoju 10%-12% PKB na ochronę zdrowia. Ale to oznacza, że ceteris paribus zakres i jakość świadczonych usług będzie odbiegać od standardów w państwach bogatych.
Jednym problemem jest fakt, że sektor ochrony zdrowia nie jest w Polsce efektywny. Innym problemem jest oczekiwanie, że wyjątkową produktywności można „nadrobić” wydatki mniejsze o 4,3 czy 2 razy niż wydatki w państwach, z którymi Polacy chcą się porównywać.
Na zakończenie: wykres wydatków na leki (z lewej strony – per capita, z prawej strony – jako procent PKB).
Be Sociable, Share!
Oprawcy w kitlach
Przemysław Słomski
środa, 20:16
Podstawowym celem istnienia każdego państwa jest troska o bezpieczeństwo obywateli. Państwo, które nie wywiązuje się z tego obowiązku staje się czymś w rodzaju ‘Dzikiego Zachodu’. Żadna to przyjemność mieszkać w takim kraju, skoro każdego dnia ktoś może zabić nas lub członka naszej rodziny i nie poniesie z tego tytułu żadnej odpowiedzialności.
Mieszkanie w Polsce ociera się trochę o wspomniany ‘Dziki Zachód’ czy może raczej ‘Dziki Wschód’. Postaram się dziś pominąć tradycyjne polskie święte krowy, jakimi są księża, ponieważ zbyt wiele już o tym pisałem. Każdy już wie, że przypadki zamiatania pod dywan molestowanie seksualne nieletnich czy umarzania postępowań w sprawach wypadków drogowych ze skutkiem śmiertelnym nie były rzadkie.
Grupą objętą specjalną opieką państwa są lekarze – ich przywilejem jest możliwość bezkarnego zabijania obywateli. W ciągu ostatnich dni mamy dwie głośne sprawy – położnicy robią olimpijczykowi z córki ‘roślinę’ a drugiemu człowiekowi leczą dziecko z białaczki gipsowaniem rączki ! To ewidentne sprawy, w których rażąco naruszone zostały procedury medyczne i nie trzeba być profesorem medycyny, aby rozstrzygnąć tą kwestie. W Polsce w ostatnim czasie brakowało chyba tylko leczenia przez włożenie dziecka do rozpalonego pieca chlebowego !
Zachowania obu tych grup łączą te same cechy – bezczelne wypieranie się winy i wzajemne krycie (w przypadku księży nie tylko w przenośni, ale i dosłownie 😉 ). Tą pozornie szlachetną ‘solidarność zawodową’ widać szczególnie w przypadku lekarzy. To się ociera o tworzenie związku przestępczego – jeden facet zabija ofiarę, czasami ją jeszcze okradając (pobieranie opłat za ‘leczenie’) a drugi daje mu przykrywkę, że zrobił co mógł, ale niestety pacjent zbuntował się i zmarł.
Mogę zrozumieć frustrację lekarzy. Wśród lekarzy panuje ogromna przepaść w zarobkach. Znam ginekologa, który ma 10 pacjentek dziennie, po 150 zł każda – prosta kalkulacja wskazuje, że zarabia około 40 000 zł miesięcznie. Jak to się mówi ‘takiemu Ameryki nie potrzeba’, choć to i tak nic w porównaniu z dochodami ordynatorów. Po drugiej stronie mamy anestezjologa, który nie bierze żadnej wziątki, bo pacjent przyjeżdża mu na stół już oskubany przez kolegów, ziewający i chcący spać. Nic dziwnego, że nie ma chętnych na taką specjalizacje, a ci co są rzucają to w diabły lub emigrują. Mogę sobie wyobrazić co czuje taki anestezjolog, gdy ciężko tyrając w systemie zmianowym żyje ze świadomością, że kolega z prywatną praktyką zarabia 10 x więcej, a cwaniak ordynator 100 x więcej. Mimo wszystko ta sytuacja nie usprawiedliwia zabijania ludzi.
Konsekwencją takiej patologii jest klapa programu ‘rodzić po ludzku’. Znieczulenie zewnątrzoponowe, standardowa procedura w krajach cywilizowanych, w Polsce jest luksusem i rzadkością. Polskie prawo, dające kobiecie ochronę przed bólem w trakcie porodu jest takim samym bezwartościowym świstkiem papieru jak obligacja II RP. Czy ktoś się jeszcze dziwi, że Polki unikają za wszelką cenę rodzenia dzieci i posiadania potomstwa? Głęboko gardzę takimi ludźmi jak ten ordynator, który kierując oddziałem położnym nie zapewnia ochrony pacjentek przed bólem i nie różni się w moich oczach zbyt wiele od doktora Mengele; chętnie stanę za moje słowa przed sądem.
Zupełną katastrofą dla Państwa Polskiego jest bezkarność lekarzy. W efekcie tej patologii cała reszta społeczeństwa traci zaufanie zarówno do lekarzy jak i do swojego własnego państwa. Trzeba tu jeszcze raz mocno zaakcentować – Państwo Polskie to nie Tusk, prokuratorzy, sądy czy lekarze. Państwo Polskie to MY, jego obywatele, i to do nas należy ten kraj. Gdy tracimy zaufanie do Polski, tracimy zaufanie do nas samych, przestajemy posiadać własny kraj, czyli to, za co umierali nasi rodacy w niezliczonych wojnach i powstaniach. Bezprawie i bezkarność są największą porażką towarzyszącą odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1989 roku.
Urzędnicy państwowi powinni szybko i bezwzględnie reagować na opisane powyżej przypadki. Bezwzględny areszt i surowe wyroki więzienia, zarówno dla samych sprawców, jak i dla kryjących ich przełożonych. Są na to paragrafy w kodeksie karnym, wystarczy tylko chcieć. Kiedyś mówiło się, że gdyby tak w Polsce było jak w Ameryce. Dziś wolałbym, żeby w Polsce było jak w Chinach, abym mógł iść na stadion zobaczyć powieszenie bandyty-lekarza.
Tymczasem sprawa będzie miała zupełnie inny bieg. Śledztwo będzie toczyć się latami, oskarżeni i ich kumple będą mataczyć, w końcu sąd wyda wyrok grzywny lub zawieszenia, o ile w ogóle będzie jakiekolwiek skazanie. Wina zostanie rozmyta a sprawa ‘rozejdzie się po kościach’.
Jestem w stanie zrozumieć ból osób poszkodowanych przez tych bandytów. Można sobie wyobrazić co czuje ojciec bezskutecznie próbując szukać w szpitalu ratunku dla synka, gdzie bandzior cynicznie wzywa na niego policje. Wcale nie dziwi mnie ekstremizm w stylu Brunona Kwietnia, gdy się widzi, że nie zabójca dziecka nie poniesie żadnej kary. Podziwiam poszkodowanych ojców, że wyrzekają się przemocy i nie próbują szukać sprawiedliwości na własną rękę.
German and Austrian Parents Try to Avoid Immigrant-Enriched Schools for Their Children
Cheradenine Zakalwe
wczoraj, 10:18
(zmieniono)
The problem: many parents who want to enable their children to have a good start, send them to Volksschulen with a low proportion of foreigners. This is the verdict of a current short study of the So lautet das Fazit einer aktuellen Kurzstudie des Sachverständigenrats deutscher Stiftungen für Integration und Migration (SVR).
In Berlin around one third of the immigrant elementary school pupils go to schools in which most of their fellow pupils are of foreign origin, according to the study. Six out of every seven German schoolchildren, by contrast, attend schools with a majority of pupils of German origin. According to the study, this is only partly explained by the fact that more immigrant families live in certain districts than in others. It is also the choice of school by the parents that heightens the social divide. As, although in most German federal states, the school is allocated by the authorities, the parents can set it aside.
For the study SVR analysed data from 108 Berlin elementary schools and analysed the corresponding residential districts. Result: in one out of five the proportion of foreigners is twice as high as that of children in the district. In other words: more German children should be attending these schools. Conversely, the proportion of German children in 1 out of every 4 elementary schools is higher than it statistically should be. Parents often avoid schools with a high proportion of immigrants because they associate them with poor learning opportunities and problematic environments.
…It is not just in Berlin that the phenomenon exists, according to the study: the results are illustrative of the situation in large west German cities. The results can be applied to Austria at least partially. „In Austrian conurbations, the same pattern is found,” says the sociologist Kenan Güngör.
Source: Die Presse
Of course, in Germany and Austria, most of these immigrant children will be from Muslim Turkish colonist families. I won’t translate all the politically correct waffle surrounding these basic facts, which the study contains and the article reflects. Suffice it to say that this phenomenon is considered a problem and the German and Austrian parents are blamed for creating it. The practice allegedly limits the learning opportunities of the colonist children because they are surrounded by other colonist children who do not speak German well. There is no attempt to examine the question of whether the presence of these colonist children who do not speak German well in any way impairs the education of the German and Austrian children who find themselves in the same schools. No consideration is given to the question of whether the parents’ fears are well-founded; instead, they are simply attributed to ignorance.
There is, of course, no discussion of the persecution which European children are now routinely subjected to by colonist children at school.
nic ciekawego… skorzystanie z tej promocji wyłącza rok ważności…
to jest jeden wielki kant , promocyjne minuty mozna wykorzystać w ciągu 5 dni ale po wykorzystaniu konta głównego . to musiałabym przez 5 dni wygadać 25 zł żeby skorzystać z bonusu
Ja również chciałbym wiedzieć jak wyłączyć to g.ówno. Po każdym qwa doładowaniu przychodzi mi seria smsów KTÓRYCH SOBIE NIE ŻYCZĘ!, KTÓRE MNIE WQRWIAJĄ I PRZEZ KTÓRE MAM W OGÓLE CHĘĆ WYWALIĆ TELEFON PRZEZ OKNO!!!
Takie g.ówna potrafią wysyłać, ale o tym, że zaczęli pobierać kasę za sprawdzenie stanu konta przy użyciu expresowego kodu *101# – o tym nie raczyli mnie poinformować smsem! Sam musiałem to wydedukować po kilku sprawdzeniach konta pod rząd…
Za czasów ERY tego nie było- nawet za granicą ekspresowe kody były darmowe!
Uważałem ERA za najlepszego operatora w Polsce- teraz to jeden wielki syf!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Oczywiście mogę sprawę opisać w mailu, tylko że musiałbym na stronie t-mobile podać swój adres i wyrazić zgodę na otrzymywanie reklamowego syfu jeszcze na maila. Nie zaryzykuję. Prędzej wywalę kartę sim do kosza i poszukam u innych operatorów. Bo ci w TM przeginają! Gnoje.
CHCĘ SPOKOJNIE KORZYSTAĆ Z MOJEGO TELEFONU! TO MÓJ TELEFON I NIE ZGADZAM SIĘ, ŻEBY OPERATOR UŻYWAŁ GO DO WYSYŁANIA MI REKLAM! TO MÓJ TELEFON I PŁACĘ ZA KAŻDĄ USŁUGĘ! WIĘC JAKIM PRAWEM PRZYSYŁAJĄ MI SYF, KTÓREGO SOBIE NIE ŻYCZĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! C.H.UJE
No właśnie..-.- jak to wyłączyć ?
ja w ogóle nie dostaje żadnych kodów. czy można coś zrobić żeby dostać taki kod ?
nuda
jak ustawic budzik ???