Zasilając swoje konto w sieci Plus na kartę (Simplus, 36i6, Sami Swoi) kwotą z przedziału 20 – 99 zł, Plus Mix kwotą 20 zł a otrzymacie dodatkowo 20% wartości zasilenia. Z Promocji można korzystać w weekendy, tj. od godziny 00.00 w soboty do 23.59 w niedziele.
Bonus można wykorzystać na rozmowy lub SMSy do wszystkich sieci. Bonus nie przedłuża okresu ważności dla usług wychodzących.
Promocja trwa od 02.03.2013r. do odwołania.
Sprawdź szczegóły promocji w Regulaminie źródło: Plus
Kan
Bonus nie przedłuża okresu ważności dla usług wychodzących ;-))))))))))))
Dla tych co mają sima w plusie to dobra oferta 🙂
Doładowałem córce za 50 zł i nie dostała tych dodatkowych 20% dodzwonić się do obsługi aby złożyć zażalenie bez szans !!! 30 minut w kolejce na polączenie z konsultantem. Kpina!
Bonus dotyczy doładowań dokonanych za pomocą wymienionych w regulaminie stron internetowych. Czyli nie dostaną bonusu osoby, które użyją do doładowania kart zdrapek lub kuponów wydrukowanych z terminali sklepowych. Operator zapewne liczy na to, że wielu abonentów przegapi ten punkt regulaminu.
CZY TA USŁUGA DEZAKTYWUJE ROCZNĄ WAŻNOŚĆ KONTA?
http://blogi.bossa.pl/2013/03/03/znaczenie-rzetelnego-mierzenia-wynikow/
Znaczenie rzetelnego mierzenia wyników
Autor: Trystero | Tagi: dziennik transakcyjny, samooszukiwanie się, wyniki inwestycyjne | 2013.03.03
W anglojęzycznej blogosferze popularne jest wyprowadzanie inwestycyjnych i biznesowych wskazówek z bestselerowych książek i filmów. Henry Blodget napisał na przykład o biznesowych lekcjach, które amerykańska gospodarka może wyciągnąć z Casablanki. Okazuje się także, że skarbnicą wiedzy w dziedzinie zarządzania jest Harry Potter.
Do zwrócenia uwagi na istotny dla inwestorów problem rzetelnej oceny rezultatów zainspirowały mnie dwa fragmenty książki D-Day. Bitwa o Normandię, której autorem jest Antony Beevor. Opisując działania pod Falaise, Beevor napisał: „Tylko 18 sierpnia amerykańska 9. Flota Powietrzna przypisała sobie zniszczenie 400 pojazdów nieprzyjaciela, natomiast RAF twierdził, że jego piloci zniszczyli (w całej bitwie – T.) 1159 pojazdów, uszkodzili 1700, a oprócz tego zniszczyli 124 czołgi, a kolejnych 100 uszkodzili. Liczby te były niedorzecznie wysokie. Marszałek Coningham po raz kolejny wpadł we wściekłość, kiedy otrzymał raport operacyjny. Znaleziono zaledwie 33 wozy pancerne zniszczone wskutek ataku z powietrza. W podsumowaniu raportu napisano, że przypadkowa natura ataków alianckich samolotów uniemożliwiła spowodowanie znaczących zniszczeń.”
Podobna sytuacja miała miejsce w czasie niemieckiego kontrataku pod Mortain w sierpniu 1944 roku. Piloci Typhoonów przypisali sobie zniszczenie 89 czołgów i prawdopodobne zniszczenie kolejnych 56 pojazdów gąsienicowych. Raport Sekcji Badań Operacyjnych stwierdził, że tylko 9 z 78 zniszczonych wozów pancernych wroga mogło zostań unieruchomionych w wyniku nalotu.
To, że piloci nadmiernie optymistycznie szacowali skalę spowodowanych przez siebie zniszczeń nie stanowi dla mnie zaskoczenia. Po pierwsze, podstawowym zadaniem pilotów było prowadzenie bombardowań a nie szacowanie ich skutków. Po drugie, w takich okolicznościach ludzie, wskutek optymistycznego skrzywienia i nadmiernej pewności siebie, mają naturalną skłonność do zawyżania raczej, niż zaniżania, swoich osiągnięć.
Tym co mnie zaskakuje jest wielkość rozbieżności pomiędzy szacowanymi przez pilotów zniszczeniami a realnymi zniszczeniami. Wygląda na to, że piloci zawyżali rozmiary zniszczeń o kilkaset, a nawet kilka tysięcy procent.
Warto podkreślić, że opisany wyżej problem miał ważne znaczenie militarne. Rozwijane w czasie II wojny światowej badania operacyjne miały zwiększyć efektywność działań wojennych poprzez identyfikowanie strategii zmniejszających straty własnych armii i zwiększających straty wroga. Takich badań nie można było przeprowadzić przy braku rzetelnych danych o korzyściach, w tym przypadku – stratach wroga.
Nie inaczej jest w sektorze inwestycyjnym. Bez dokładnej znajomości wyników inwestycyjnych bardzo trudne jest podjęcie działań zwiększających efektywność strategii inwestycyjnych. Kluczem do ustalenia tego co można poprawić w procesie inwestycyjnym jest szczegółowa znajomość wyników inwestycyjnych.
Zastanawiam się jaki odsetek inwestorów zna swoje wyniki inwestycyjne za ostatni rok, 3 lata czy 5 lat, na przykład w formie przeciętnych rocznych stóp zwrotu? Jaki odsetek inwestorów jest w stanie zestawić swoje wyniki inwestycyjne z jakimś sensownym benchmarkiem?
Na ten problem zwrócili uwagę w ostatnim czasie Jason Zweig i Barry Ritholtz. A artykule Nie jesteś tak dobrym inwestorem za jakiego się masz Zweig cytuje Elizabeth Loftus, psycholog z Uniwersytetu Kalifornijskiego, która stwierdza, że ludzie są podatni na spontaniczne zaburzenia pamięci, które sprawiają, że mają o sobie lepsze zdanie. Badania pokazały na przykład, że ludzie pamiętają, że regularnie uczestniczyli w wyborach krajowych (w USA odbywają się co dwa lata – T.) nawet wtedy gdy nie głosowali w okresie ostatnich sześciu lat oraz że 71% studentów, którzy otrzymywali oceny D (w skali A, B, C, D i F – T.) w liceum wspomina uzyskiwanie wyższych ocen.
Najprostszym rozwiązaniem tego problemu jest skoroszyt z wynikami inwestycyjnymi. Prowadzę takie zestawienie w tygodniowym, miesięcznym i rocznym horyzoncie czasowym. Odnotowuję wyniki benchmarku (po linii najmniejszego oporu – WIG). Prowadzę też zestawienie wyników inwestycyjnych dla odmiennych rynków (na przykład osobno dla rynku akcyjnego, osobno dla rynku FW i osobno dla rynku Forex).
Znacznie lepszym rozwiązaniem jest prowadzenie także szczegółowego dziennika transakcyjnego. Dzięki niemu możliwe jest wyodrębnienie konkretnych strategii i działań, które generują w portfelu zyski i straty. Zwrócił na to uwagę Steve Clark, który stwierdził, że inwestorzy powinni koncentrować się na robieniu tego co przynosi im zyski i unikać robienia tego co przynosi im straty. By skorzystać ze wskazówki Clarka niezbędne jest prowadzenie zestawienia wszystkich transakcji, usystematyzowania ich według logicznego klucza oraz prowadzenia zestawienia zysków i strat (P&L) by określić jakiego rodzaju transakcje przynoszą zyski a jakiego rodzaju transakcje przynoszą straty.
O samooszukujących się inwestorach pisał także Barry Ritholtz w artykule W jakich sprawach inwestorzy samookłamują się? Punktem wyjścia do rozważań Ritholtza był dobrze wszystkim znany rodzaj inwestycyjnych geniuszy, którzy zawsze kupują w dołku, sprzedają na górce i generalnie czas spędzony na inwestowaniu upływa im na zarabianiu na głupocie leszczy.
Ritholtz trafnie zauważył, że zdecydowana większość inwestorów oszukuje się w jakiejś kwestii a wspomniany proces samookłamywania rzadko przybiera groteskowe rozmiary. Myślę, że taką dziedziną może być na przykład problem tego w jakim stopniu wyniki inwestycyjne są wynikiem losowości (szczęścia) a w jakim stopniu są wynikiem umiejętności (przewagi nad rynkiem).
http://blogbiszopa.pl/2013/03/operacja-sztorm-333/
4
mar
Operacja „Sztorm-333″
Pałac Tadżyk-Bet, Kabul, Afganistan, 27 grudnia 1979 roku, godzina 16:00.
Stoły w największej sali balowej pałacu uginały się od luksusowego jedzenia. Wokół nich zgromadziła się cała rządowa elita kraju, który od dwóch lat staczał się ku wojnie domowej. Była tam wierchuszka afgańskiego Politbiura i najwyżsi dostojnicy Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu wraz z rodzinami.
Prezydent Hafizullah Amin był w doskonałym nastroju. Przed kilkoma godzinami spotkał się z jednym z ministrów, Pandszerim, który właśnie wrócił z Moskwy i przywiózł same dobre wieści. Rosjanie przychylili się do prośby Amina i obiecali zwiększyć pomoc wojskową dla swojego środkowoazjatyckiego sąsiada. Co więcej, uwierzyli, że poprzednik Amina, Nur Mohammed Taraki zmarł z przyczyn naturalnych i nie zadawali kłopotliwych pytań. Przyszłość wyglądała więc bardzo obiecująco.
Nagle z prawej strony dobiegł go głośny kaszel. Żona jednego z ministrów nagle zbladła i zasłoniła dłonią usta, jakby chciała powstrzymać odruch wymiotny.
Amin zmarszczył brwi. Nawet jeśli komuś jedzenie nie smakuje to nie musi tego tak ostentacyjnie okazywać!
Kilku innych gości również zaczęło gwałtownie kaszleć. Dwóch członków Politbiura gwałtownie odsunęło się od stołu i zaczęło wymiotować.
Prezydent poczuł silne drapanie w gardle, a jednocześnie dopadł go zawrót głowy. Sięgnął po szklankę z sokiem grejpfrutowym, ale nie zdążył już unieść jej do ust. Zachwiał się na krześle i bezwładnie osunął na podłogę.
W połowie lat 70-tych ubiegłego wieku prezydent Afganistanu Muhammad Daud Chan wykonał niezwykłą woltę otwierając swój kraj na współpracę z krajami zachodnimi. Mimo, że współpraca ze Związkiem Radzieckim trwała nadal taki stan rzeczy nie mógł się podobać Moskwie. 27 kwietnia 1978 roku oficerowie afgańskiej armii, w większości przeszkoleni w Związku Radzieckim dokonali zamachu stanu mordując prezydenta wraz z całą rodziną oraz jego najbliższych współpracowników. Z więzień wypuszczono aresztowanych wcześniej działaczy Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu, a władzę w państwie przejął jeden z jej założycieli, Nur Mohammed Taraki cieszący się poparciem władz Związku Radzieckiego. Natychmiast przystąpił do radykalnych reform. Nie oglądając się na tradycyjną strukturę społeczną państwa ogłosił reformę rolną, emancypację kobiet, powszechny obowiązek edukacji i gwałtowną industrializację kraju. Rozpoczął także ostrą kampanię antyreligijną i zaczął stosować brutalny terror polityczny wobec islamskich duchownych. Na skutki nie trzeba było długo czekać. W kraju wybuchła rewolucja antykomunistyczna, której głównym spoiwem był islam.
Niemal połowa afgańskiej armii przeszła na stronę rebeliantów. Stało się jasne, że bez pomocy wojskowej Związku Radzieckiego Taraki zostanie wkrótce obalony. Pomoc zaczęła wkrótce płynąć szerokim strumieniem.
Rebelianci opanowali miasto Herat mordując przy okazji kilkudziesięciu Rosjan – głównie inżynierów, lekarzy i mechaników. W odwecie afgańskie lotnictwo zbombardowało Herat, po czym weszły do niego siły rządowe mordując około 20 tysięcy ludzi.
To jednak nie uspokoiło sytuacji, a wręcz ją zaogniło. Rząd Tarakiego zaczął coraz częściej zwracać się o pomoc do Związku Radzieckiego zdając sobie sprawę, że sam nie da sobie rady z rebelią.
Taraki zajęty walką z opozycją nie zauważył, że jego największy wróg znajduje się w najbliższym otoczeniu. Premier i minister obrony Afganistanu Hafizullah Amin już od jakiegoś czasu rozszerzał swoje wpływy w policji i wojsku. We wrześniu 1979 roku Taraki udał się z kolejną wizytą do Moskwy. Krótko po powrocie został zamordowany na rozkaz Amina.
Jego rządy niewiele się różniły od rządów Tarakiego. Podobnie jak poprzednik na masową skalę stosował terror polityczny i równie często domagał się pomocy Związku Radzieckiego.
Rosjanie zaczęli tracić cierpliwość. Widzieli, jak ich południowy sąsiad stacza się nieuchronnie ku wojnie domowej, a nowy prezydent nie zdołał zyskać ich zaufania. Po pierwsze okłamał ich co do śmierci Tarakiego – wmówił im, że ten zmarł z przyczyn naturalnych. Po drugie raził ich jego radykalizm. Po trzecie na Kremlu zaczęto podejrzewać, że jest on w istocie agentem CIA. Breżniew postanowił zastąpić go bardziej stonowanym i uległym politykiem. Jego wybór padł na byłego wiceprzewodniczacego Rady Rewolucyjnej Afganistanu i wieloletniego agenta KGB Babraka Karmala.
Prezydent Afganistanu Hafizullah Amin
Rosjanie bardzo starannie przygotowali się do zbrojnej interwencji w Afganistanie. Mieli doświadczenie w takich operacjach – wystarczy wspomnieć rok 1956 na Węgrzech oraz 1968 w Czechosłowacji.
W marcu 1979 roku na lotnisko w Bagramie, około 50 kilometrów na północ od Kabulu przybył batalion spadochroniarzy oraz dywizjon samolotów zwiadowczych, które rozpoczęły loty nad terytorium kraju. W sierpniu tego samego roku na czele grupy 60 oficerów zjawił się tam generał Iwan Pawłowski – dowódca radzieckich wojsk lądowych. Wraz z towarzyszącymi mu planistami objechał cały kraj, notując spostrzeżenia. W listopadzie zaś do Kabulu przybył batalion komandosów Specnazu, który dołączył do oddziałów chroniących pałac Tadżyk-Bet – rezydencję prezydenta.
Żołnierze tego elitarnego batalionu zostali starannie dobrani. Wszyscy pochodzili z azjatyckich republik ZSRR i każdy z nich biegle władał przynajmniej jednym językiem używanym w Afganistanie – pasztu, dari, tadżyckim lub uzbeckim. Byli ubrani w mundury afgańskiej armii.
Ponadto w Kabulu zjawiły się dwie trzydziestoosobowe grupy komandosów z jednostki specjalnej Alfa.
Te operacje znacznie ułatwił sam Hafizullah Amin, który bezustannie domagał się zwiększenia radzieckiej obecności wojskowej w kraju widząc w Rosjanach ostatnią deskę ratunku dla swojego podupadającego reżimu. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że przygotowuje stryczek na własną szyję.
Do inwazji na Afganistan Rosjanie wyznaczyli oddziały nowopowstałej 40 Armii składającej się z dwóch dywizji zmotoryzowanych, dywizji powietrznodesantowej i kilku samodzielnych brygad szturmowych. Spadochroniarze mieli opanować Kabul i zająć główne lotniska, a oddziały lądowe miały dokończyć robotę pacyfikując miasta i zabezpieczyć ważniejsze drogi.
Operacja przerzucania wojsk do Afganistanu rozpoczęła się 25 grudnia 1979 roku i trwała dwa dni. Do Kabulu i Bagramu drogą powietrzną dotarła 103 Dywizja Powietrznodesantowa i 345 Samodzielny Pułk Spadochronowy, a po moście pontonowym zbudowanym przez saperów na Amu-darii przejechały oddziały 108 Dywizji Zmotoryzowanej. Doszło do pierwszych walk – radzieccy zwiadowcy opanowali kluczową przełęcz Salang tracąc 12 zabitych.
Kabul musiał być zdobyty błyskawicznie. Planiści wyznaczyli 13 kluczowych celów, które musiały być opanowane w tym samym czasie. Były to m.in. Pałac Tadż-Bek (siedziba prezydenta), Ministerstwo Obrony, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, budynek Sztabu Generalnego, siedziba afgańskiej policji politycznej KAM, siedziba radia i telewizji oraz więzienie Pul-e Charki.
Cele były rozrzucone po całym mieście. Do ich opanowania wyznaczono 13 grup złożonych z komandosów Specnazu, spadochroniarzy, radzieckich doradców wojskowych przebywających w Afganistanie od dłuższego czasu oraz miejscowych afgańskich pomocników. Sygnałem do rozpoczęcia akcji miało być wysadzenie w powietrze węzła telekomunikacyjnego znajdującego się w głównym budynku poczty.
Dowódcy wszystkich oddziałów dostali pełną swobodę operacyjną. Od nich zależało, w jaki sposób opanują przydzielone im cele. Sami mieli przeprowadzić zwiad, opracować szturm i przygotować drogi ewakuacji.
Najważniejszym i najtrudniejszym do opanowania celem był pałac Tadżyk-Bet. Rosjanie otrzymali rozkaz zabicia Amina, a ponieważ on rzadko wychylał się ze swojej siedziby stało się jasne, że nie obędzie się bez szturmu na nią.
Pałac Tadżyk-Bet w 1987 roku. Obecnie to ruina. Fot. Michaił Ewstafiew
Pałac znajdował się na szczycie wzgórza na południowych obrzeżach Kabulu. Droga dojazdowa do niego wiła się serpentyną wokół wzgórza, a wzdłuż niej rozlokowane były posterunki armii afgańskiej. Ochrona osobista Amina wywodziła się z plemienia Ghizlaj – tego samego, z którego on sam pochodził. Większość najbliższych ochroniarzy była powiązana z prezydentem więzami krwi.
W skład oddziałów chroniących najbliższe otoczenie pałacu wchodził wspomniany już „batalion muzułmański” Specnazu. Agenci KGB zdołali przedostać się w najbliższe otoczenie prezydenta. Mimo tego Rosjanie zdawali sobie sprawę z tego, że zabicie Amina nie będzie zadaniem łatwym. Rozważali desant z helikopterów bezpośrednio na dach pałacu, jednak zrezygnowali z tego planu. Dach był bowiem bardzo stromy, a o tej porze roku pokryty warstwą lodu. W dodatku na okolicznych wzgórzach znajdowały się stanowiska artylerii przeciwlotniczej. Pałac będzie więc trzeba opanować z ziemi.
Plan zakładał, że dwie kompanie z muzułmańskiego batalionu Specnazu wsparte kompanią spadochroniarzy uderzą na oddziały afgańskiej armii zabezpieczające najbliższe otoczenie pałacu. Trzecia kompania razem z komandosami Alfy podzielonymi na dwie trzydziestoosobowe grupy o kryptonimach „Grom” i „Zenit” ruszy bojowymi wozami piechoty w stronę pałacu.
Datę ataku wyznaczono na 27 grudnia 1979 roku, godz. 19:30.
W nocy z 26 na 27 grudnia przyszły marionetkowy prezydent Afganistanu Babrak Karmal został w sekrecie przetransportowany z Moskwy do Kabulu wraz z członkami swojego gabinetu. Zostali ukryci w radzieckiej ambasadzie, a nad ranem przewiezieni w konwoju wojskowym na teren bazy w Bagramie.
Po południu 27 grudnia prezydent Amin wydał uroczyste przyjęcie dla najwyższych dostojników państwowych i ich rodzin. Miał powody do zadowolenia – był pewien, że z pomocą Rosjan wkrótce rozprawi się z rebeliantami, a jeden z jego ministrów, który niedawno wrócił z Moskwy zapewnił go, że kremlowscy towarzysze darzą go zaufaniem i są zadowoleni z rozwoju sytuacji w Afganistanie. Wkrótce miał się przekonać na własnej skórze, jak bardzo się mylił.
Podczas przyjęcia zaczęły dziać się bardzo niepokojące rzeczy. Goście nagle dostali torsji, a większość z nich straciła przytomność. Wśród nich był także prezydent Amin.
Jedzenie było zatrute. Amin wiecznie obawiający się zamachu ze strony rebeliantów zatrudnił rosyjskich kucharzy, których darzył zaufaniem. Ci jednak przede wszystkim byli posłuszni swoim moskiewskim mocodawcom.
Otrucie Amina było pomysłem KGB na złamanie oporu ochrony osobistej prezydenta i ułatwienie zadania oddziałom szturmowym. Jednak ten pomysł nie do końca wypalił…
Amin był na diecie i jadł niewiele. W związku z tym niewielka ilość trucizny przedostała się do jego organizmu. Ochroniarze natychmiast wezwali lekarzy z centralnego szpitala wojskowego.
Obydwaj lekarze byli Rosjanami. Doktorzy Aleksiejew i Kuznieczenkow zostali sprowadzeni do Kabulu na osobistą prośbę Amina. Nie wiedzieli nic o planach likwidacji prezydenta i natychmiast zabrali się do ratowania mu życia.
Amin leżał nieprzytomny w jednym z pokojów. Miał ledwo wyczuwalny puls. Lekarze założyli mu kroplówki i ostrożnie przenieśli go do sypialni. Tam Amin odzyskał przytomność.
Masowe zatrucie gości postawiło ochronę osobistą prezydenta w stan najwyższej gotowości. Podwojono obsadę posterunków wewnątrz pałacu i usiłowano powiadomić kabulski garnizon o wydarzeniach w pałacu.
Na próżno. Garnizon był już otoczony przez radzieckich spadochroniarzy i nie było z nim łączności.
Jest godzina 19:15 – do generalnego ataku został jeszcze kwadrans. Niedaleko koszar afgańskiego 3 Batalionu wchodzącego w skład ochrony najbliższego otoczenia pałacu przejeżdża ciężarówka z 12-osobowym oddziałem Specnazu dowodzonym przez kapitana Sachatowa. Widzi on, że batalion jest postawiony w stan gotowości. Na placu apelowym stoi komendant wraz z zastępcami, a żołnierze batalionu pobierają broń i amunicję. Kapitan Sachatow podejmuje nagłą decyzję. Ciężarówka wjeżdża przez bramę do koszar, hamuje tuż przy afgańskim dowódcy, specnazowcy wyskakują, wciągają do środka komendanta wraz z zastępcami, po czym pojazd rusza zostawiając za sobą chmurę kurzu i osłupionych afgańskich żołnierzy.
Ciężarówka wspina się na wzgórze, a za nią rusza w pościg cały batalion. Sachatow tylko na to czeka. Po kilkuset metrach każe kierowcy zatrzymać się. Specnazowcy wyskakują i ogniem karabinów maszynowych masakrują nacierających z dołu, pozbawionych dowództwa Afgańczyków.
W powietrze lecą czerwone flary, a eter wypełnia się rosyjskimi komendami, w których powtarza się kryptonim akcji – „Sztorm-333″.
Około pół godziny przed tymi wydarzeniami spod ambasady radzieckiej w Kabulu ruszył konwój terenowych gazików kierujący się w stronę poczty głównej. Przy niej, w niewielkim budyneczku znajdował się najważniejszy węzeł telekomunikacyjny w kraju. W gazikach jechało dziesięciu komandosów z grupy „Zenit” oraz tłumacz. Kiedy podjechali w pobliże poczty tłumacz zagadał afgańskich strażników i odciągnął ich od budynku, do którego podkradło się dwóch specnazowców. Drzwi były zamknięte na kłódkę, którą trzeba było przeciąć. Żołnierze wrzucili do środka plecak wyładowany materiałami wybuchowymi z zapalnikiem czasowym nastawionym na 15 minut. Potem starannie zamknęli drzwi i zawiesili na nich kłódkę. Cała operacja trwała zaledwie kilkanaście sekund.
Po piętnastu minutach Kabulem wstrząsnęła potężna eksplozja. Afganistan został odcięty od świata, a Rosjanie ruszyli do ataku na wcześniej wybrane cele.
Zgodnie z planem specnazowcy z 2 i 3 kompanii „batalionu muzułmańskiego” uderzyli na oddziały afgańskie zabezpieczające teren wokół pałacu. Jednocześnie w stronę siedziby prezydenta ruszyły bojowe wozy piechoty z komandosami „Gromu” i „Zenita”. Ochrona osobista prezydenta szybko zorientowała się w sytuacji i otworzyła ogień z karabinów maszynowych. BWP-y odpowiedziały ogniem z armat kalibru 73mm. Obrońcom udało się zapalić jeden pojazd i zabić kilku napastników. Reszta jednak wkrótce dotarła do pałacu. Komandosi wyskoczyli z pojazdów i rozpoczęli szturm przez drzwi i okna. Mieli na sobie grube kamizelki przeciwodłamkowe, a ochrona osobista Amina dysponowała głównie niemieckimi pistoletami maszynowymi HK MP5. Ich pociski nie były w stanie przebić rosyjskich kamizelek.
Komandosi „Gromu” i „Zenita” wdarli się do budynku. Jedna grupa opanowała parter, a druga wbiegła na piętra. W środku rozpętało się piekło. Komandosi po kolei wrzucali granaty do każdego pomieszczenia, po czym zasypywali wnętrze gradem pocisków z kałasznikowów. Nie oszczędzano nikogo.
Prezydent Hafizullah Amin przebywał w swojej sypialni na najwyższym piętrze pałacu. Był już całkowicie przytomny. Miał na sobie spodnie od pidżamy i podkoszulek. W jego rękach tkwiły wenflony od kroplówek i poruszał się dźwigając stojak, z którego zwisały woreczki z glukozą. Pięcioletni syn trzymał się kurczowo jego nogi.
– Trzeba natychmiast zawiadomić Rosjan! – powiedział do swojego adiutanta.
– Przecież to Rosjanie strzelają! – padła odpowiedź.
– Kłamiesz! To niemożliwe! – wrzasnął Amin i rzucił w adiutanta popielniczką.
Podniósł słuchawkę telefonu, ale łączność została już odcięta. Po chwili do sypialni wpadli radzieccy komandosi…
Amin został zabity, a wraz z nim zginęli jego synowie – pięcio- i ośmioletni. Rosjanie stracili pięciu ludzi, w tym dowódcę pułkownika Grigorija Bojarinowa, który poległ z rąk własnych żołnierzy. Specnazowcy mieli na sobie afgańskie mundury, jednak aby nie razić swoich założyli na ramiona białe opaski. W ferworze walki nie zawsze zdawały one egzamin… W ataku poległ także jeden z radzieckich lekarzy, który wcześniej ratował Amina.
Innym trudnym do opanowania obiektem był budynek sztabu generalnego afgańskiej armii. O godzinie 19:00, pół godziny przed generalnym szturmem przed siedzibą sztabu zaparkowało kilka samochodów z radzieckiej ambasady, z których wysiadło kilkunastu ludzi. Oficjalnie przybyli tam jako asysta generała Riabczenki, dowódcy 103 Dywizji Powietrznodesantowej, który miał się spotkać z naczelnym dowódcą sił afgańskich, generałem Yakubem. Riabczenko wraz z adiutantami i tłumaczem weszli do gabinetu generała na piętrze, a ich obstawa pozostała na parterze i wdała się w pogawędki z afgańskimi żołnierzami.
Riabczenko i Yakub zaczęli omawiać kwestie wzajemnej współpracy. Po kilkunastu minutach adiutanci Rosjanina, generałowie Własow i Kostenko pod jakimiś pretekstami opuścili gabinet. Riabczenko w towarzystwie tłumacza i majora Rozina kontynuowali rozmowę z Afgańczykiem. Riabczenko zachowywał się naturalnie, ponieważ celowo nie powiadomiono go o akcji.
O godzinie 19:30 powietrzem wstrząsnął ogromny wybuch – to komandosi Specnazu wysadzili węzeł telekomunikacyjny. Generał Yakub sprawiał wrażenie, jakby to wydarzenie nie zrobiło na nim żadnego wrażenia, jednak po chwili rzucił się do stojącego w rogu pokoju stołu, na którym leżał jego pistolet maszynowy. Major Rozin zdołał go dopaść i usiłował powalić na ziemię. Nie było to łatwe – generał Yakub był potężnie zbudowanym mężczyzną, a na dodatek miał za sobą intensywny trening w Wyższej Szkole Dowódczej Wojsk Powietrznodesantowych w Riazaniu.
Do pokoju wpadło kilku Afgańczyków, a za nimi pojawili się specnazowcy. Wywiązała się strzelanina, w której Yakub został ranny, a kilku żołnierzy afgańskich zostało zabitych. Komandosi, którzy pozostali na parterze budynku zabarykadowali drzwi wejściowe i stłumili słaby opór Afgańczyków seriami z kałasznikowów. Kable telefoniczne zostały przecięte. Po krótkiej walce budynek został opanowany.
Siedzibę radia i telewizji opanował oddział zwiadowczy z 345 Samodzielnego Pułku Spadochronowego wspomagany przez dziewięciu komandosów Specnazu. Rosjanie wyjątkowo starannie przygotowali się do szturmu. Major Anatolij Riabinin z KGB kilkakrotnie odwiedził to miejsce udając inżyniera – specjalistę od łączności. Zebrane przez niego informacje posłużyły do opracowania szczegółowego planu ataku. Obiekt był bardzo dobrze chroniony, a na jego terenie parkowało kilka czołgów i wozów bojowych piechoty. Rosjanie postanowili uderzyć z zaskoczenia.
Spadochroniarze staranowali bramę transporterem opancerzonym i za pomocą granatników przeciwpancernych w mgnieniu oka zniszczyli zaparkowane czołgi i wozy bojowe. Specnazowcy wbiegli do budynku i po kilkunastominutowej walce opanowali go. Zgromadzili cały personel w jednym pokoju i uruchomili urządzenia nadawcze. W eter popłynęło nagrane w moskiewskim studiu telewizyjnym orędzie nowego prezydenta Afganistanu Babraka Karmala.
Operacja opanowania kluczowych punktów Kabulu trwała zaledwie około godziny. Rosjanie osiągnęli wszystkie zakładane cele. Operacja „Sztorm-333″ zakończyła się wielkim sukcesem dzięki starannemu planowaniu, użyciu doskonale wyszkolonych jednostek i świetnej współpracy między nimi.
Ten sukces rozpoczął jednak krwawą wojnę, która trwała dziewięć lat i pochłonęła życie piętnastu tysięcy żołnierzy radzieckich i ponad miliona Afgańczyków.
Przeczytaj także:
Bastion
Polski mudżahedin
Bitwa o Takur Ghar
Źródło:
Lester W. Grau, The Take-Down of Kabul: An Effective Coup de Main, http://www.globalsecurity.org, Dostęp 2.03.2013.
Soviet war in Afghanistan, http://en.wikipedia.org, Dostęp 2.03.2013.
Hafizullah Amin, http://en.wikipedia.org, Dostęp 2.03.2013.