Od 15 czerwca 2017 r. Europejczycy korzystający z telefonów za granicą UE, płacą za rozmowy tyle samo, co we własnym kraju. Dodatkowe opłaty roamingowe zostały zniesione.


Jeśli ktoś jest na stałe za granicą albo bardzo dużo korzysta z różnego rodzaju usług transmisji danych, to tutaj mamy do czynienia z różnego rodzaju haczykami. Operatorzy mogą analizować ruch i wprowadzać limity połączeń – powiedział w TVP Info Marcin Horecki, ekspert ds. telekomunikacji z portalu Telix.pl.

Parlament Europejski przyczynił się do tego, że użytkownicy telefonii komórkowej nie będą za granicą ograniczeni sztywnym limitem czasowym, a jedynie zasadą „uczciwego korzystania”. To znaczy, że jeśli użytkownik korzysta z telefonu w swoim państwie członkowskim częściej niż za granicą, to nie będzie ponosił dodatkowych opłat. W innym razie operator będzie mógł zażądać naliczenia kosztów za roaming. Ma to zapobiec nadużyciom takim jak podpisywanie umowy w jednym kraju, gdzie ceny są niższe, i korzystanie z telefonu w innym.

Stawki roamingowe w Unii były redukowane od 2007 roku. Komisja Europejska na początku dobrowolnie prosiła operatorów, by je obniżali, a kiedy jej apele nie przyniosły rezultatów, zaproponowała przepisy, które wymusiły zmiany. Najpierw taniały rozmowy, później wysyłane SMS-y, a następnie Internet w komórce. Teraz obywatele Unii nie zapłacą za te usługi więcej, niż u siebie w kraju.

Trzy kraje, które nie należą do Unii Europejskiej, ale są częścią Europejskiej Strefy Gospodarczej – Islandia, Norwegia i Liechtenstein – również wyeliminują opłaty roamingowe.


„Za wschodnią granicą za 1 GB zapłacimy kilkadziesiąt tysięcy złotych”

Jeśli wyjedziemy na Ukrainę, Białoruś czy do Rosji, to za 1 GB zapłacimy kilkadziesiąt tysięcy złotych – dodał Horecki.

Pełny wywiad posłuchacie na TVP Info: Tutaj

Kan