Eksperci z laboratoriów F-Secure przewidują jaki będzie stan bezpieczeństwa w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Prognozy zakładają kolejne ataki na komputery Mac, a także telewizory Smart TV, które dysponują mocą obliczeniową i dodatkowo są podłączane bezpośrednio do sieci. Ponadto wzrosnąć może ilość wirusów tworzonych z myślą o urządzeniach z systemem Android.
Kto przejmie kontrolę nad internetem?
– W Dubaju trwa właśnie Światowa Konferencja Międzynarodowej Telekomunikacji (World Conference on International Telecommunications, WCIT), która może zmienić oblicze Internetu – mówi Sean Sullivan, Doradca ds. Bezpieczeństwa w F-Secure – Wskutek podjętych tam decyzji Google czy YouTube’a mogą zostać zmuszeni do płacenia podatków od udostępnianych materiałów.
Konferencja WCIT zorganizowana została przez Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (International Telecommunication Union, ITU) w celu dokończenia nowelizacji traktatu Międzynarodowych Regulacji Telekomunikacyjnych (ITR). W obradach uczestniczą regulatorzy reprezentujący rządy państw z całego świata. Jednak nie wszyscy zainteresowani są zachowaniem wolności w sieci. Pojawiają się obawy, że niektóre z nich chciałyby przejąć kontrolę nad Internetem. W imię poprawy bezpieczeństwa korzystania z sieci proponowane są nowe rozwiązania, które aktywiści działający na rzecz ochrony prywatności określają jako koniec anonimowości w sieci.
Wyścig cyberzbrojeń trwa w najlepsze
– Z poprzednich doniesień na temat złośliwego oprogramowania, takiego jak choćby Stuxnet, Flame i Gauss, jasno wynika, że cybernetyczny wyścig zbrojeń trwa w najlepsze – mówi Mikko Hypponen, Szef Laboratorium F-Secure. – Nie wszystkie tajne operacje informatyczne organizowane przez państwa wychodzą na światło dzienne, ale z pewnością można spodziewać się, że rządy będą się coraz częściej angażować w taką działalność. Jest też bardzo prawdopodobne, że w 2013 roku pojawią się nowe przecieki potwierdzające te przewidywania – dodaje Mikko Hypponen – a cyberataki przeprowadzane będą przez coraz to nowe kraje. Wraz z przyspieszaniem wyścigu zbrojeń wzrastają szanse na ujawnienie takich informacji.
Każdy może zostać androidowym złodziejem
Android znacząco umocnił swoją pozycję, rozszerzając zakres obsługiwanych urządzeń z telefonów na tablety czy telewizory. Zdaniem Seana Sullivana z F-Secure, im bardziej staje się on wszechobecny, tym łatwiej napisać dla niego złośliwe oprogramowanie. To z kolei powoduje, że cyberprzestępcy mają większe możliwości „biznesowego” wykorzystania wirusów. Nastąpi zatem komercjalizacja złośliwych aplikacji dla urządzeń mobilnych, a przestępcy będą tworzyć i sprzedawać zestawy narzędzi przeznaczone dla złodziei, którzy nie są hakerami.
Nadgryzione jabłko jeszcze bardziej robaczywe
W 2011 roku pojawiła się złośliwa aplikacja Mac Defender, a rok później komputery Apple zostały zaatakowane przez trojana Flashback, wykorzystującego luki w zabezpieczeniach Java. Specjaliści F-Secure przewidują, że w 2013 roku będziemy świadkami następnej epidemii złośliwego oprogramowania, które może wyrządzić szkody w środowisku użytkowników komputerów Mac.
– Twórca Flashbacka pozostaje nadal na wolności, a plotka głosi, że pracuje nad czymś nowym – mówi Sean Sullivan. – I chociaż system Mac OS został udoskonalony pod względem bezpieczeństwa, pewna część użytkowników Maców wciąż uważa, że zagrożenia ich nie dotyczą. W konsekwencji mogą stać się łatwym celem w przypadku wybuchu nowej epidemii złośliwego oprogramowania.
Twój telewizor też będzie narzędziem przestępstwa
Modele telewizorów znane pod nazwą Smart TV są doskonałym celem ataków: połączone z Internetem, dysponują mocą obliczeniową i zazwyczaj nie posiadają zabezpieczeń. Dodatkowo wiele tego rodzaju urządzeń jest bezpośrednio podłączonych do sieci – w odróżnieniu od komputerów domowych, telewizory nowej generacji nie dysponują buforem w postaci routera, który blokuje niechciane transmisje danych. Co więcej, użytkownicy często nie zmieniają fabrycznie przypisanej nazwy użytkownika i hasła służących do administrowania siecią, przez co ułatwiają dostęp hakerom.
– Hakerzy mogą bez problemów wyszukać inteligentne telewizory w Internecie – ostrzega Sean Sullivan z F-Secure – Po znalezieniu urządzenia, wpisują tylko domyślną nazwę użytkownika i hasło, przejmując kontrolę nad telewizorem. W 2012 roku pojawił się LightAidra, odmiana złośliwego oprogramowania atakująca dekodery STB. W przyszłym roku możemy spodziewać się wykorzystywania inteligentnych telewizorów do generowania tzw. fałszywych kliknięć, „wydobywania” Bitmonet oraz przeprowadzania ataków DDoS.
Każdy będzie mógł zostać szpiegiem
W 2013 roku na popularności zyskać może oprogramowanie monitorujące aktywność internetową. Nie chodzi tu tylko o aplikacje kontroli rodzicielskiej. Już teraz obserwujemy rozwój programów służących do śledzenia internetowych poczynań dzieci, na przykład ich zachowania na Facebooku. – Oczywiście ten rodzaj oprogramowania można wykorzystać do szpiegowania każdej osoby, nie tylko dzieci – zwraca uwagę Sean Sullivan. – Im więcej mamy smartfonów, tym więcej ludzi będzie interesować się tego rodzaju aplikacjami, dzięki którym będą mogli dowiedzieć się, na przykład, co porabia ich były partner bądź partnerka – dodaje ekspert F-Secure.
Płacisz za treści? tablet masz gratis!
Tak modne teraz tablety i e-czytniki są coraz częściej używane w zamkniętych ekosystemach, takich jak iTunes w przypadku iPadów czy Amazon, w którym funkcjonują czytniki Kindle. Obserwując coraz niższe ceny Kindle, eksperci F-Secure przewidują, że w przyszłym roku niektórzy klienci firm takich jak Amazon czy Barnes & Noble będą mogli otrzymać bezpłatnie e-czytnik lub tablet. Zamknięte systemy są bardziej bezpieczne, ale ich użytkownicy muszą mieć pewność, że dostawcy będą chronić ich prywatność.
źródło: F-Secure
Kan
Prognozy niestety są bardzo realne. Układ sił się zmienia, nie wiemy wszystkiego co się dzieje do końca, dlatego sami powinniśmy zadbać o swoje bezpieczeństwo, a narzędzi jest sporo. O samym F-Secure: ma dobre produkty, sam mam na swoim lapku i problemów z nim nie mam. Oprogramowanie jedno, ale zdrowy rozsądek drugie..
Wiśni rosną kolce
Dział Zagraniczny
wczoraj, 11:32
Tōru Hashimoto uważa, że jego ojczyzna potrzebuje dyktatury i powinna zbudować bombę atomową. Shintaro Ishihara głosi, że starsze kobiety, które nie mogą już rodzić dzieci, stają się “bezużyteczne”, przestępstwa popełniają wyłącznie obcokrajowcy i to z reguły czarni, a zeszłoroczne tsunami, które pochłonęło 20 tys. ofiar, nazywa „karą boską za żałosną postawę rodaków”. Tych dwóch stoi na czele Partii Odbudowy Japonii, która chociaż założona dopiero trzy miesiące temu, błyskawicznie pnie się w górę w sondażach i w niedzielnych wyborach parlamentarnych zajmie najprawdopodobniej drugie miejsce.
O marszu japońskiej skrajnej prawicy po władzę można więcej przeczytać w najnowszym numerze tygodnika “Polityka”. Ale nawet, gdyby ekstremiści nie odnosili takich sukcesów jak ostatnio, to wiele z ich postulatów i tak byłoby wkrótce realizowanych – podziela je bowiem murowany kandydat na przyszłego szefa rządu.
Japońscy nacjonaliściNie będzie Chińczyk pluł im w twarz (Fot. Al Jazeera English/Flickr)
Shinzō Abe, syn byłego ministra spraw zagranicznych i wnuk premiera, sam też już raz rządził krajem, przez dokładnie 366 dni. W 2007 r. musiał się podać do dymisji po serii gaf i skandali, w tym samobójstwie oskarżonego o korupcję ministra rolnictwa. Ale we wrześniu polityk niespodziewanie wygrał wyścig o przywództwo w Partii Liberalno-Demokratycznej, zostając tym samym kandydatem na nowego szefa rządu z ramienia ugrupowania, które rządziło Japonią przez ostatnie pół wieku i według sondaży w niedzielę wróci na szczyt po trzyletniej przerwie.
W najnowszym wydaniu prestiżowego miesięcznika “Bungeishunjū” nowy-stary premier przeprasza wyborców za “porzucenie stanowiska”, a potem przekonuje, że “jest innym człowiekiem i zasługuje na nową szansę”. Ale jeżeli przyjrzeć się jego dawnym i obecnym poglądom, ta przemiana wydaje się co najmniej wątpliwa.
Podczas pierwszej kadencji, Abe szybko zyskał sobie opinię “jastrzębia”. Z jednej strony dużo mówił o chęci polepszenia stosunków z azjatyckimi sąsiadami, a z drugiej praktycznie każda jego wypowiedź je pogarszała. Twierdził, że Mandżukuo – marionetkowe państewko stworzone w 1932 r. przez Japonię w okupowanej przez nią chińskiej Mandżurii – wcale nie było zależne od Tokio. Zaprzeczał, że podczas wojny cesarska armia zmuszała tysiące Chinek, Koreanek i Filipinek do prostytuowania się, mimo, że rodzimi historycy potwierdzili te informacje dużo wcześniej, a rząd PLD oficjalnie przepraszał ofiary już w 1993 r. Wydał książkę, w której przekonywał, że japońscy zbrodniarze wojenni zgodnie z miejscowym prawem byli niewinni. Na takie poglądy bez wątpienia ma wpływ historia rodzinna Abe: jego dziadek był w latach 30. odpowiedzialny za rozwój przemysłu w Mandżukuo, gdzie miał wykorzystywać przymusową pracę chińskich robotników, w czasie wojny był ministrem handlu, a po jej zakończeniu – tak jak pozostali członkowie rządu – został oskarżony o zbrodnie wojenne i osadzony w więzieniu. Chociaż wyszedł na wolność po trzech latach, to nie wolno mu było sprawować funkcji publicznych aż do 1952 r.
Idée fixe przewodniczącego PLD była jednak zawsze zmiana konstytucji. Obecna została Japonii narzucona przez Stany Zjednoczone, które chciały rozbroić dopiero co pokonanego przeciwnika. Słynny artykuł 9. zabrania więc posiadania armii, którą zastąpiły niewielkie Siły Samoobrony, mające zakaz działania poza krajem. Tokio nie wolno też wypowiadać wojny. Abe przeforsował ustawę, która w przyszłości pozwoliłaby zorganizować referendum konstytucyjne.
Podczas nowej kadencji, będzie się tych pomysłów trzymał. Zgodnie ze swoim wyborczym hasłem, żeby “odzyskać Japonię”:
Abe nie kryje, że wciąż chce wyrzucić obecną konstytucję do kosza i utworzyć armię z prawdziwego zdarzenia – w sugerowanej przez niego nowej nazwie pojawia się nawet znak symbolizujący “wojsko”. Przyszły premier proponuje zwiększenie wydatków na obronę, choć dziś wynoszą już 40 mld dolarów i należą do najwyższych na świecie, a według ujawnionych jakiś czas temu wewnętrznych raportów rządowych, na stworzenie własnej bomby atomowej Japonia potrzebowałaby jedynie od trzech do pięciu lat. Pragnie rozbudować marynarkę, żeby zyskać argument siły w sporach terytorialnych z Chinami, Koreą Południową i Rosją. “Japońskie piękne morze i terytorium są zagrożone” rzucił podczas kampanii.
Nie wypiera się także kontrowersyjnych poglądów na japońską przeszłość wojenną. Niecały miesiąc po powtórnym wyborze na szefa PLD znów odwiedził świątynię Yasukuni, gdzie pochowani są tamtejsi zbrodniarze wojenni.
Wielką niewiadomą pozostaje, jak wiele ze swoich pomysłów będzie w stanie zrealizować przyszły premier. Sondaże pokazują, że prawie połowa wyborców pozostaje niezdecydowana i chociaż w niedzielę na pewno wygra PLD, to nie zdobędzie wystarczającej większości, żeby rządzić samodzielnie. To nic nowego, ale do tej pory ugrupowanie wchodziło w koalicję z takimi partiami, jak Kōmeitō, która jest zdecydowanie pacyfistyczna, co pozwalało hamować nacjonalistyczne zapędy co bardziej krewkich premierów. Dziś sytuacja jest jednak zupełnie inna. Partia Odbudowy Japonii najprawdopodobniej zajmie drugie miejsce i ciężko będzie ignorować jej siłę. Hashimoto oraz Ishihara są kontrowersyjni i nie przebierają w słowach, ale ich poglądy w istocie niczym nie odbiegają od tego, co głosi sam Shinzō Abe. Z ich pomocą, nowy-stary premier będzie więc mógł wziąć się za bary z obecną konstytucją. Być może podczas najbliższego sakura-zensen, okresu kwitnienia, wiśniom wyrosną kolce.
No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.
Prognozy mają to do siebie, że nie zawsze się spełniają. Softy mają dobre, więc się czepiać F-Secure nie będę. 🙂 Niektóre z nich są całkiem sensowne.