Samuelbettington
Profil

SZCZEGÓŁY

Nick

samuelbettington

O mnie

Jak urządzić budżetową aranżację wnętrz i nie zwariować

 
Największym zaskoczeniem było to, jak bardzo strefa relaksu wpłynęła na moje codzienne funkcjonowanie. Wcześniej wieczorami siedziałam na krześle przy biurku, garbiąc się nad laptopem. Teraz mam wygodne miejsce, gdzie mogę usiąść i po prostu być. Gdy przychodzą znajomi, często siadają właśnie tam. To taki magnes, który przyciąga ludzi. Dzięki funkcji spania goście nie muszą spać na dmuchanym materacu. Wystarczy rozłożyć kanapę z funkcją spania i pościelić. Rano szybko składam wszystko do schowka. Strefa wraca do swojego relaksacyjnego charakteru. To dowód na to, że nawet na małej powierzchni da się stworzyć coś wyjątkowego. Nie potrzebujesz osobnego pokoju, wystarczy odrobina kreatywności i dobry mebel.
 
 
Znasz to uczucie, gdy wracasz po całym dniu pracy, a w głowie wciąż kłębią się myśli o obowiązkach? Wtedy marzysz o kąciku, który pozwoli odetchnąć. W moim mieszkaniu strefa relaksu w domu powstała na powierzchni zaledwie czterech metrów kwadratowych. Początkowo wydawało się to niemożliwe. Zamiast wielkiego fotela, postawiłam na wersalka z mechanizmem DL, który błyskawicznie zmienia ją w miejsce do leżenia. Gdy goście zostają na noc, wystarczy pociągnąć za uchwyt i gotowe. Największym wyzwaniem było znalezienie miejsca na pościel. Rozwiązałam to, wybierając model z pojemnikiem na pościel. Teraz wszystko ma swoje miejsce, a strefa działa jak mała oaza spokoju.
 
 
(image: https://www.istockphoto.com/photos/class=)Na koniec mała rada praktyczna. Zawsze sprawdzaj, czy mebel ma stelaz listwowy. To podstawa zdrowego kręgosłupa. Nawet najtańsza kanapa z funkcją spania z mechanizmem DL będzie wygodna, jeśli materac piankowy ma 16 cm. Ja kupiłam swój na wyprzedaży za 200 złotych. Trzymam się zasady, że na spanie i siedzenie nie warto oszczędzać, ale przy budżetowej aranżacji wnętrz można znaleźć dobre okazje. Wystarczy cierpliwość i odrobina kreatywności.
 
 
Kiedyś myślałam, że panele to tylko drewniane listwy w starym stylu. Dopóki nie trafiłam na tapicerkę welurową w formie modułów. To zmienia wszystko – zwłaszcza w sypialni. Zamiast tradycyjnego wezgłowia, zamontowałam miękkie panele w kolorze butelkowej zieleni. Są przyjemne w dotyku, a wieczorem, gdy opieram się o nie z książką, czuję się jak w hotelu. Co ważne, nie potrzebujesz do tego stolarza – panele ścienne z weluru mają system klik, więc poradzi sobie nawet laik. Mój mąż zamontował je w godzinę, a ja tylko trzymałam poziomicę.
 
 
Tekstylia to mój sekret. Zamiast kupować gotowe narzuty, szyję je sama z resztek tkanin z lumpeksu. Koszt? Piętnaście złotych za metr bawełny. Poduszki dekoracyjne wypełniam starymi poduszkami z podróży. Goście na noc dostają czyste poszewki. W sypialni mam zasłony z prześcieradeł. Nikt nie zgadnie, że to materiał za pięć złotych. Chodzi o to, żeby nie bać się kombinować. Nawet wersalka może wyglądać elegancko, jeśli położysz na niej odpowiednie poduszki.
 
 
Nie zapominajmy o sypialni, która jest naszym azylem. Tutaj modne kolory ścian powinny sprzyjać relaksowi. Ciepłe szarości, pastele brzoskwini czy delikatne lawendy sprawdzą się idealnie. Ale uwaga na modne ostatnio fiolety – mogą być męczące, jeśli przesadzisz z nasyceniem. Ja postawiłam na gołębi szary, który jest bezpieczny, ale nie nudny. Do tego wybrałam łóżko z pojemnikiem na pościel, co rozwiązuje problem braku miejsca na przechowywanie. W małej sypialni każdy centymetr się liczy, a skrzynia pod materacem piankowym to oszczędność miejsca. Pamiętam, jak wcześniej pościel lądowała na krześle, które wiecznie było zawalone. Teraz wszystko jest schowane, a pokój wygląda czysto i przestronnie. To drobiazg, ale zmienia komfort życia.
 
 
Nie każdy ma miejsce na duży mebel, ale nawet wąska wnęka może zamienić się w strefę kawową, jeśli dobrze ją zaplanujesz. Kiedyś urządzałam kącik w przejściu między kuchnią a przedpokojem – wystarczyła wąska komoda o głębokości 30 centymetrów, na której zmieścił się ekspres i dzbanek. Obok wisiał organizer na filiżanki, a pod spodem mały kosz na odpady. Kluczem jest unikanie bałaganu – każda rzecz musi mieć swoje miejsce. Wtedy nawet wersalka stojąca obok, która służy za nocleg dla gości, nie zabiera przestrzeni, a wręcz tworzy spójną całość z kawową strefą. Z czasem przyzwyczaisz się do tego rytuału i nie wyobrazisz sobie poranka bez tego kącika.
 
 
Prawdziwym wyzwaniem bywa jednak znalezienie miejsca na dodatkowy sprzęt, zwłaszcza gdy kuchnia jest malutka. Często polecam klientkom rozbicie strefy kawowej na dwa poziomy – blat i wiszące półki. Na półkach trzymasz filiżanki i zapasy, na blacie ekspres i akcesoria. Jeśli brakuje ci powierzchni, pomyśl o składanym stoliku przymocowanym do ściany, który po użyciu chowasz. Ten trik sprawdza się szczególnie w kawalerkach, gdzie każdy centymetr jest na wagę. Kiedyś urządzałam taki kącik u koleżanki, która miała kuchnię o szerokości metra – zmieściła ekspres ciśnieniowy, młynki i syropy, a goście zawsze pytają, jak to zrobiła.